Pieniądze to obecnie podstawa naszej cywilizacji, w której niestety ogromną rolę odgrywa konsumpcja wszelkiego rodzaju, często niepotrzebnych towarów. Środki potrzebne na ich zakup możemy zdobyć na kilka powszechnych i legalnych sposobów. Najbardziej oczywista jest praca i na niej się skupmy, bo tylko ona pozostaje pod jakąkolwiek naszą kontrolą. Wszelkiego rodzaju publikacja filmów, tekstów, czy nawet zdjęć na Instagramie to praca. Wiem, że niektórym trudno to pojąć, ale tak właśnie jest. W Internecie najczęściej widać wyłącznie efekt finalny wysiłku, który musi włożyć autor, aby ktoś inny mógł przeczytać np. tekst lub obejrzeć film. Napisanie artykułu na bloga wymaga przygotowania, albo chociaż „mocy” chwili, by cokolwiek sensownego sklecić. Należy zrobić lub wybrać odpowiednie zdjęcia, a w razie potrzeby je zretuszować. Wypadałoby całość jeszcze przeczytać, poprawić, sprawdzić czy ma to jakikolwiek ład i skład. Nagle okazuje się, że tekst, którego przeczytanie zajmuje Ci od 5 do 10 minut, powstaje kilka godzin, a czasem nawet dni.

Dlaczego więc decyduję się nie zarabiać na blogu?

Zacznijmy od tego, że mam za sobą kilka komercyjnych projektów, z których jestem zadowolony. Co więcej, cieszy mnie również fakt, że Wy, moi czytelnicy, w pełni rozumiecie, że mogłem wziąć wynagrodzenie za np. testy sprzętowe, które pojawiały się na łamach bloga. Mimo to, już w zeszłym roku podjąłem decyzję, że do końca 2017 roku nie podejmę się żadnej komercyjnej współpracy w ramach prowadzonego przeze mnie bloga. W styczniu moje postanowienie straciło moc, natomiast ja wciąż odmawiałem markom oraz agencjom wejścia w jakąkolwiek współpracę.

Zawodowo zajmuję się digital marketingiem, wiem więc jak istotne jest dowiezienie KPI (celów kampanii) dla klienta oraz ewentualnego pośrednika. Dlatego uważam, że do niedawna ledwo żywy blog nie powinien w żadnym wypadku angażować się w jakąkolwiek akcje komercyjną, a autor z tego tytułu nie powinien brać pieniędzy. Wiem, mógłbym zamknąć oczy i niech spowiada się potem ktoś kto mnie wybrał do kampanii, tylko potem co? Dobrego imienia nie odkupię za zarobione pieniądze. Dlatego pierwszym powodem, dla którego nie decyduje się zarabiać aktualnie na blogu jest dbanie o moją markę osobistą. Chcę, by moje komercyjne projekty były najlepsze, nie „dobre”, nie „ufff, udało się” lub „no prawie”. Mają być na topie, a czuję i wiem, że teraz by takie nie były.

Skoro już napisałem o ledwo żywym blogu, warto zwrócić uwagę, że niestety prawie zabiłem bloga. Mówiąc wprost – zająłem się planowaniem mojej ścieżki zawodowej, życia prywatnego, a blog spadł na dalsze miejsce w tej hierarchii. Nie będę oszukiwał, kiedyś bloga miesięcznie czytało regularnie nawet 20 000 osób, a odwiedzało go łącznie blisko 40 000 unikalnych użytkowników. W tej chwili powiedzialem.pl jest odwiedzane przez kilkanaście tysięcy osób w ciągu jednego miesiąca. Niezły spadek, prawda? Dlatego zanim zacznę w jakikolwiek sposób ponownie zarabiać na byciu blogerem, chcę przywrócić tutaj życie.

Nie chcę zabrzmieć źle, ale… nie potrzebuję pieniędzy z bloga. Nie są one mi niezbędne do życia, bo pracuję zawodowo, dostaję pensje i nie głoduję. Nigdy moją intencją nie było wyciskanie z bloga każdej złotówki, nigdy też pieniądze nie były moją główną motywacją do pisania. Skłamałbym jednak pisząc, że nie było miło przytulać przelew za współpracę.

Chcę być fair wobec Was. Uważam, że w życiu wszystko ma odpowiednią kolejność i rzadko cokolwiek spada z nieba. Dlatego naturalną koleją rzeczy w drodze do ewentualnej komercjalizacji mojej blogowej „działalności” jest odbudowanie bazy czytelniczej, wzmocnienie mojej marki osobistej i Waszego zaufania. Nie bez powodu „lysyzbloga” na Instagramie zamienił się w Adriana Kwiatkowskiego. To właśnie jeden z etapów pracy nad tym co chciałbym, aby docelowo było ze mną łączone. Nie chcę być pseudonimem, chcę być sobą. Chociaż nadal będę przy tym chorobliwie bronił prywatności moich bliskich. Dlatego wciąż na blogu, czy w publicznych publikacjach w mediach społecznościowych, nie uświadczycie np. zdjęć mojej córki.

Co dalej?

Przede wszystkim chcę napisać, że nie podejmę się żadnej odpłatnej współpracy na blogu do końca roku 2018. Bez wyjątków. Uważam po prostu, że to nie jest odpowiedni moment, aby realizować tego typu działania. Potrzebuję kilku miesięcy na odbudowanie tego co zaniedbałem, nie chcę rzucać się na ochłapy i brać resztek ze stołu. Muszę również efektywniej wdrażać to, co zaplanowałem dla bloga – począwszy od regularniej pojawiających się artykułów, po realizacje kilku zadań pobocznych, o których dowiecie się w swoim czasie.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

2 komentarze

  • Dobra wiadomość dla mnie :D Uwielbiam czytać Twoje artykuły. Lekko się je czyta ze wzgledu na język i ciekawe poglądy. Przed wprowadzką do narzeczonego przeczytałam chyba wszystkie na temat związków i muszę Ci podziękować, bo dzięki nim stałam się najlepszą żoną/kochanką/przyjaciółką na świecie :P

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

/* ]]> */