Lifestyle

W drodze do szczęścia

Written by Adrian Kwiatkowski

Droga do szczęścia nie jest nikomu znana, nie ma jednej receptury, która pozwoli każdemu być szczęśliwym. Ja zawsze zakładałem, że szczęśliwy będę, gdy przestanę raz na zawsze wybuchać płaczem, ponoć mężczyźnie to nie przystoi. Oczywiście życie swoje zweryfikowało, i chociaż chodzę po tym świecie niespełna ćwierć wieku, to kilka razy na kolana paść musiałem, przy czym zanim wstałem, zdarzyło mi się parokrotnie ronić łzy.

Skoro nie są one wyznacznikiem nieszczęścia, wszak mogą się równie dobrze pojawiać podczas wybuchów radości, to czym jest właściwie szczęście lub jego brak? Nie mam pojęcia, to słowo dla nie jest wręcz kosmiczne, bo czy szczęściem mogę nazwać wodę z lodem w letni upał, a może to zbyt mało, może dopiero spełnienie w życiu prywatnym będzie pełnoprawnym szczęściem? Tego też nie wiem, wszak jest tylu ludzi, tyle potrzeb.

Wiem jednak, że droga do szczęścia, czymkolwiek ono dla Ciebie jest, będzie pełna pułapek i niedogodności. Tak to zwykle bywa, że aby na coś zasłużyć trzeba na to zazwyczaj ciężko zapracować. Moja ścieżka ku radości jest dynamiczna, nieustannie się zmienia, ostatnimi czasy musiałem zdecydować, czy jestem gotów złamać swoje wszystkie zasady, które zbudowały mój dotychczasowy świat. Jeszcze nie postanowiłem, nie chciałbym spaść z gałęzi, na której już jestem, wolałbym piąć się ku górze, ale może czas zmienić drzewo, zachwiać się, pozbyć się spokoju i stracić równowagę? No bo właściwie dlaczego nie?  Może tutaj nie ma już nic.

Właśnie, „może”, to słowo jest kluczowe. W życiu nic nie jest pewne, nawet w połowie, gdy Ty myślisz, że po tej stronie nic dla Ciebie nie ma, nagle pojawia się ogień, światło w tunelu i znajdujesz coś, czego nigdy byś się nie spodziewał. Niestety może być całkowicie odwrotnie, coś co wydawało Ci się pewną inwestycją, może być Twoim przekleństwem.

Pewnie ktoś z was zechce zapytać: „Kwiatku, a czy Ty jesteś szczęśliwy?”. Odpowiedź na to pytanie była dla mnie trudna, szczególnie jakiś czas temu, ale teraz? Teraz mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć: tak, jestem szczęśliwy. Jak myślicie co mnie uszczęśliwia, blogowanie, praca? Nic z tego, każdą z tych rzeczy mogę zmienić. Do radości doprowadza mnie myśl, że żyję pełnią życia, że nie idę obok niego niczym obserwator, który zastanawia się co by było gdyby. Eksploruję siebie, świat, który mnie otacza i dzielę się tym z osobami, które znaczą dla mnie naprawdę wiele. Bo to chyba ludzie, którzy są dookoła Ciebie tworzą prawdziwą miarę Twojego szczęścia, przy okazji definiują jakim człowiekiem naprawdę jesteś.

W mojej i twojej drodze do szczęścia pojawią się łzy, zwątpienie, wybuchy radości i chwile całkowitej bezradności. Pamiętaj, że dopóki chcesz, dopóki płoniesz, będziesz zasługiwał na to by być szczęśliwym. Choć nie jeden będzie Ci wmawiał, że jest inaczej, nie pozwól na to. To Ty sam, od zawsze, na zawsze, decydujesz o swoim życiu, jego jakości i szczęściu, które się wokół Ciebie zbiera. Nie schrzań tego, nie bój się, a jeśli trzeba walcz.

Pisząc to zdanie ja już zdecydowałem…

  • Najgorzej to stawiać sobie cele na drodze do szczęścia. Jak zrobię coś to będę szczęśliwy. To działa tylko na krótkim dystansie, a potem jest kolejny cel i kolejny. Szczęście zawsze powinno być tu i teraz.

  • Właśnie dzięki temu, że są te pułapki i niedogodności po ich pokonaniu bardziej doceniamy to co osiągnęliśmy :)