Jestem człowiekiem, który stara się 11 na 10 swoich celów dowieść na czas i zrobić to dobrze. Po drodze nie zwracam uwagi na ból fizyczny, który czasem mi towarzyszy, czy inne drobnostki, np. że kończę o 5 rano a o 7 muszę wstać, a to że zdarza się to 5x w ciągu tygodnia nie ma żadnego znaczenia.

Czerpię ogromną radość z tego, że coś wymyślam, następnie to materializuję a na samym końcu to jeszcze odnosi sukces, mniejszy bądź większy, ale coś znaczy. Tylko moja córka, czy chrześniak są w stanie mnie oderwać od tej pseudo drogi zwycięstwa. Dlaczego pseudo? To proste. Chcąc osiągnąć cele, dowieźć niekiedy kilka rzeczy na czas musisz poświęcić inne. Przykład? Żeby osiągnąć sukces zawodowy prawdopodobnie będziesz musiał/a poświęcić w jakiejś części swoje życie osobiste, rodzinne czy hobby. Jasne, gdy już się uda, dojdziesz do pewnego momentu, w którym będzie można zwolnić i nieco wyrównać te proporcje, ale osobiście wątpię, że się na to zdecydujesz. Niestety, ale trudno jest mieć to wszystko na raz i tylko szczęściarzom to się udaje.

Samo też się nic nie wydarzy, o wszystko trzeba dbać i walczyć. Prawdopodobieństwo, że coś zrobi się samo jest równie duże jak to, że jesteś fotografem/fotomodelką robiąc zdjęcie swoich cycków na Instagramie. Jak to rozumieć? To bardzo proste, cyckofoty robią z Ciebie majstra obiektywu, tyle że słabego, podobnie jest z „samo się zrobi”. Owszem zrobi się, ale raczej nie w tę stronę, w którą by się chciało.

Smutne jest to, że wielu z was, przyszłych lub obecnych studentów stanie się takimi samymi chujkami jak wszyscy inni. Od kolokwium do egzaminu, od melanżu do wykreślenia z listy studentów, od rana do wieczora… będzie po prostu za czymś biec. Pół biedy gdyby to były jakieś wyznaczone cele, ale nie oszukujmy się. ¾ z was nie wie co chce robić w życiu, a na studia idzie głównie po to by imprezować, wyrwać się od rodziców i rodzeństwa. Tak więc kończycie te studia, nie wiecie co chcecie właściwie robić, cieszycie się z 1800 lub w porywach 2000pln na rękę i żyjecie sobie, czasem lepiej lub gorzej.

Właśnie to jest najgorsze, niby taki powszechny dostęp do wiedzy, możliwość rozwoju, a wszyscy latamy jak te biedne, przerażone owieczki. Nie wiemy czego chcemy, miewamy tysiące kaprysów, a rzeczywistość nas zadziwia, bo jest trudna. Kac, nie życie.  

snapchat: szczwanydzony

snapchat: szczwanydzony

  • Kamila

    Jesteś geniuszem.

  • Długo kazałeś czekać na tekst (dobrze, ze miałam co tu nadrabiać :D), ale jest trafiony w samo sedno. Wiem doskonale jak łatwo się w tym „pędzie” zatracić i ile pozornie satysfakcji to przynosi, jednak watro sie czasu zastanowić ile tak naprawde tracimy.

    • Oj, ale powoli wracam do regularności jeśli chodzi o publikacje. Anyway miło mi, że udało mi się trafić :)