Jak rozmawia się o szczęśliwych związkach to do głowy przychodzą różne dziwne i nie do końca realistyczne myśli. Facet, który codziennie robi śniadanie do łóżka, kobieta która po śniadaniu robi deser. Oni wiecznie uśmiechnięci, zawsze razem, zawsze full control. No obrazki, których oczywiście nikt z nas nigdy na dłuższą metę nie zaznał. Mimo to, tak często widzimy szczęśliwe związki. Romantyzm taki, że jeśli pierdy, to tylko te różowe i przetyrane przez jednorożca.

Jako osoba odpowiedzialna, mająca świadomość, że trzeba brać odpowiedzialność za słowo pisane muszę napisać jak jest naprawdę. Regularny romantyzm dobry jest tylko w Bollywood i tylko tam jest tak naprawdę możliwy. Natomiast w rzeczywistości takie stężenie fiołków tyra mózg bardziej niż yerba mate zalana energetykiem. Przypomnij sobie pierwsze 3 miesiące swojego najlepszego związku. Kochanie, misiu pysiu, rybcio, żabcio i co tam dusza zapragnie. Uważanie, czy przypadkiem Ci pierd nie wyjdzie przy drugiej osobie, włosy zawsze glancuś, buzia gładka, a jak są szanse na seks to przeciętny Janusz założy nawet czyste gacie dla Halyny. Naturalnym jednak jest, że z czasem to wszystko zanika, no poza czystymi gaciami, a jeśli to u kogoś zanikło, cóż, bunkrów nie będzie, zajebiście też nie.

Im związek dłużej trwa, tym lepiej się poznajemy. Dwudziestoletni chłopcy odkrywają wtedy, że kobiety też stawiają klocki i nie jest to Lego. Jesteśmy w swojej obecności coraz bardziej swobodni, czasem wymsknie się bączek, innym razem on podprowadzi jej jednorazówkę wielorazowego użytku, bo jego się skończyły. Ona podkradnie mu jego żel do golenia, bo skończyła się jej pianka do depilacji. Właśnie to jest piękne.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Adrian Kwiatkowski (@adrian.kwiatkowski.off)

Zawsze, gdy słyszę jak ktoś opowiada jaki to jego związek jest idealny, jaka ta druga osoba jest kryształowa, romantyczna to tylko uśmiecham się pod nosem i myślę sobie „zamieszkajcie tylko razem”. Finalnie kończy się tak, że część kobiet po miesiącu wspólnego mieszkania nałogowo próbuje wycisnąć na jego plecach wszystkie możliwe latarnie, a on zastanawia się „a może by tak puścić cichacza, nie wytrzymam”. No i kiedy to wszystko się zadzieje, kiedy mimo wszystko nadal patrzymy na siebie z tym cholernym pożądaniem w oczach i rzucamy się na tą drugą osobę, jakby nas dopiero z klatki wypuszczono. To właśnie jest zdrowy związek. Nagle okazuje się, że romantyzm jest fajniejszy jako dodatek do tego co się dzieje, że na dłuższą metę byłby nudny i dużo lepiej jest, gdy on się czasem po prostu pojawia, potem znika.

Uczucia to wieczna gra, w której od czasu do czasu jedno próbuje drugiemu dopiec. No może poza sytuacjami, w których jej się przyśni, że ją zdradzasz i Ci tak przypieprzy w nocy, że nie wiesz, który aktualnie rok mamy. Wtedy nie masz szans, cóż ryzyko zawodowe. Takie są zasady tej gry, totalnie niezrozumiałe, nieprzewidywalne. Bo prawdziwa miłość to swoboda, a nie niekończący się romantyzm.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

/* ]]> */