Wiem, że czekaliście na nowy wpis na blogu, ale aby on mógł się pojawić musiało upłynąć trochę czasu. Nie będę was oszukiwał, mocno rozważałem zamknięcie POWIEDZIALEM.PL, no i wciąż nie jestem pewien czy nie powinienem tego przypadkiem zrobić. Czas pokaże. Zanim jednak zapadnie ostateczne decyzja to opowiem wam o jutrze.

Jutro już nie będziesz tą samą osobą. Te słowa zrozumiałem dopiero teraz, mając 27 lat. Dopiero w tej chwili dotarło do mnie jak bardzo zmieniamy się każdego dnia, jak doświadczenia i wspomnienia są w stanie nas zręcznie (albo i nie) modelować. Jako dwudziestolatek byłem zdecydowanie inny, żyłem szybko ale w granicach rozsądku, wytrzymywałem to tempo. Spojrzenie na świat było inne, ostrzejsze, wyraźniejsze. Teraz, szczególnie ostatnio wszystko się zmieniło. Chociaż brakuje mi tchu, duszę się chwilami, to żyję jeszcze szybciej, a z rozsądkiem nie ma to totalnie nic wspólnego. Mówiąc kolokwialnie wpadłem chyba w zakręt, na którym mogę się nie wyrobić i ślizgam się na granicy, do chwili, do momentu, w którym się śmiertelnie wypierdolę.

No właśnie, codziennie robimy głupstwa i cudowne rzeczy. Niestety życie jest tak perfidnie zbudowane, że przestajemy zauważać te drugie a te pierwsze mogą w każdej chwili zmienić naszą rzeczywistość o 180 stopni. Więc lecimy tak przez to wszystko, łapiemy się pazurami, aby przypadkiem nie wydarzyło się nic złego, chociaż i tak się wydarzy. Właśnie tak to wygląda. Trudno jest to ogarnąć, przyjąć do wiadomości, że może przytrafić się nam jakaś tragiczna rzecz, ale może i prędzej czy później to się po prostu stanie. Nic nie jest bezpieczne i pewne, nawet to co uważaliśmy za absolutny constans może legnąć w gruzach. Tak było i jest w moim przypadku, to co było istotną częścią mojej życiowej nawigacji po prostu się zerwało. Pstryk.

Nie sądziłem, że w ciągu miesiąca mogę tak bardzo się zmienić. Właściwie nie sypiam, nie jem, ratuje się jakimiś suplementami, oszukuję swój organizm, musi mieć resztę sił do funkcjonowania. Świat widzę inaczej, przestałem myśleć o tym co będzie jutro, bo jutro jest dziś. Walczę ze swoimi wewnętrznymi demonami, stawiam sobie ogromne wyzwania, do których codziennie się zbliżam. Szczerze mówiąc cele, które sobie obieram są na pozór wręcz nieosiągalne, przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Jednak okazało się, że jest we mnie tyle emocji, które przeradzają się w totalną desperacje, która każe mi napierać i się nie poddawać, nawet gdy leje się krew. Chociaż stoję chwiejnie na nogach to upaść nie chcę. Być może jest mi totalnie wszystko jedno i czuję jakbym został rozdarty w pół, czuję jakby skupiało się na mnie całe zło, to tego więcej chcę.

Masa rzeczy, które mnie ostatnio podgryzają sprawiły, że jestem już nieco innym człowiekiem. Nie będę zaprzeczał, że chciałbym zapomnieć na chwilę o wszystkim, nie potrafię, a może tak naprawdę nie chcę. Szczerze mówiąc, przy tak radykalnych zmianach w życiu można mówić o osobistej apokalipsie. Trudno właściwie znaleźć mi słowo, które aby lepiej definiowało stan, w którym nasze życie zamienia się w kupkę gruzu, z której nie da się nic sensownego zbudować, nie w pojedynkę.

Musimy przez to przejść. Jak? Nie wiem, nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Sam tkwię jeszcze na linii startu, na której już kilkakrotnie zdążyłem się wypierdolić. Ja staram się uciekać w rzeczy, które dają mi poczucie zacierania granicy między życiem a śmiercią. Nie cofam się, nawet gdy dostanę w ryj, dosłownie w ryj. Sporo moich ruchów jest irracjonalnych i zapewne nie jedna osoba patrząca na to z boku myśli „no idiota, debil, kretyn”. Właśnie to jest częścią procesu zmiany, która zachodzi w nas. Trzeba przygotować się, że będzie boleć, palić i łamać nas każdego dnia. Czy to może zabić? Chyba tak.

Na szczęście nie tylko te złe emocje nas zmieniają, te dobre również sprawiają, że jesteśmy inni i szczerze mówiąc życzę wam, aby tylko to was dotykało w życiu. Natomiast jeśli przyjdzie czarna godzina, dotknie was ból, cierpienie, rozpacz i niezrozumienie to bądźcie silni. Silniejsi niż ja. Będzie wam zdecydowanie łatwiej, bo w przeciwnym razie zostaniecie na pustkowiu, a tam czeka tylko i wyłącznie rozczarowanie.

Adrian

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

4 komentarze

  • Ktoś mądry kiedyś powiedział:
    „…Często krzywda sprowadza lepszy los. Wiele rzeczy runęło, aby wznieść się wyżej…”

  • Hej, bardzo rzadko komentuję, ale tym razem coś mi kazało wrócić do tego tekstu po kilku godzinach od przeczytania, siedział mi w głowie cały dzień.
    Z tego tekstu bije tyle prawdziwych emocji, tyle bólu. Czytając coś mnie w środku zakłuło. Z drugiej strony miałam to wrażenie, że rozumiem bardzo dobrze o czym piszesz.
    Chciałam tylko, żebyś wiedział, że są ludzie obok Ciebie. I że wyjdziesz z tego zakrętu, a za nim czeka prosta. I że możesz znieść o wiele więcej niż Ci się wydaje!
    Jakbyś potrzebował się komuś wygadać czy cokolwiek to po prostu daj znać.
    Trzymaj się!

  • Adrianie (pozwolę sobie po imieniu), problemy dotykają każdego. Dla kogoś moje będą małe, a dla mnie będą ogromne i straszne. Każdy zmaga się z czymś innym i dla niego wydaje się, że te problemy są tak paskudne, że nie da się ich ogarnąć. Prawda jest taka, że przy pierwszej górce dostajemy zadyszki, a my nie wiemy czy na pewno chcemy w to brnąć dalej i czy w ogóle warto się podnosić, w myśl zasady, że im dalej w las tym więcej drzew. Jednakże powiem banalnie: po burzy zawsze wychodzi słońce i cokolwiek by się nie działo, w jakiekolwiek gunwo byś się nie wpakował, zawsze jest wyjście z sytuacji i na pewno dasz sobie radę. Może dłużej Ci to zajmie, może krócej, ale jesteś (wg mnie) silnym facetem (może nie przy przeziębieniu) i na pewno nie ma czegoś, z czym byś sobie nie poradził. A jeżeli wybór jest kiepski i w każdym przypadku niekorzystny – najlepiej wybrać tzw. „mniejsze zło”.
    Życzę powodzenia!
    P.S. Bloga nie zamykaj :) Niech będzie Twoim katharsis ;) A dla nas przyjemną lekturą.

  • Adrian,

    Wpadlam prez przypadek na twoj blog. Przeczytalam prawie wszystkie posty. Mam nadzieje, ze nie przestaniesz pisac, chocby dla samego siebie, zeby zwerbalizowac twoje odczucia i przemyslenia. A jak do tego jeszcze ktos to przeczyta i mu pomoze, tym lepiej.
    Takie przemyslenie, a raczej doswiadczenie. Czesto w ryj to my sobie sami dajemy albo pozwalamy sobie dawac. Czlowiek czesto problemy stwarza sobie sam, robi sobie problem z niczego. Taki juz znas zwierz sklonny do autodestrukcji. A i tez punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Jak jestesmy ogolnie w zlej kondycji emocjonalnej to byle co nas przytlacza i robi nam sie sciana przed oczami i nie widzimy, ze cos jest za ta sciana i ze jest zycie poza naszym problemem.
    Ja ponad pol roku temu zdecydowalam sie rozwiesc, po latach nekania sie z problemem, bylym mezem. Teraz widze, ze przez te ostatnie lata samowolnie wieszalam sobie kamien u szyji. Dzis sie inaczej, Jestem wolna, wolna od problemu, nie w znaczeniu wolnosci-rozwiazlosci. Jest ciezej, bo dwoje malych dzieci, dom, praca i wszystko na mym lbie, ale jest lzej o ten glaz co mnie ciagnal ku ziemi. Sile mamy w sobie, zawsze. Jednak nie zawsze umiemy ja dostrzec i uzyc w odpowiednim momencie i w odpowiedni sposob. Trzeba dobrze pogrzebac w srodku i ja dostrzec. Ja ja znalazlam. I teraz patrze tylko w przyszlosc. I zyje dniem dzisiejszym i jutrem. Dwoje dzieci = problem, klopoty, wydatek? Tak, tez, ale przede wszystkim ispiracja. Codziennie musza sie ubrac, wykapac, zjesc i isc do szkoly. To pomaga mi organizowac dzien, bo zyje ich rozkladem dnia i lacze moj rozklad dnia z ich rozkladem. I wiem, ze mam prawo do wlasnego zycia, wlasnego szczescia. Jestem matka, ale przy okazji kobieta ; ) Dbam o siebie, nie szukam na oslep, ale nie zamykam drzwi do przyszlego zwiazku. Mam 40 lat. Ani mloda, ani stara. Taki moment,w ktorym przechodzimy kryzys 40-stu lat (no, kryzys to przechodzimy w wieku 20, 30, 40, 50, 60….etc). Ale jak w jednej piosence mowia, zamiast odejmowac sobie lat z zycia, dodaje zycia swoim latom. Zyje. Ciezko jest. Ciezko bylo. Czyli teraz jest lzej. A z kazdym dniem bedzie latwiej, bo czas – wyswiechtany slogan, ale prawda – leczy rany.
    Dlatego nie mow, ze nie jestes silny. Potrzebujesz czasu. Rany swiezo zadanej nie zagoisz w jeden dzien, ani w 60 dni. Odczekaj, zajmij sie czyms zupelnie innym. Albo przeanalizuj jak i co, czyli dlaczego stalo sie to co sie stalo. Zeby drugi raz w te sama kupe nie wdepnac.

    Powodzenia i czekam na nowe posty.

    P.S. Sorry, ze nie pisze z polskimi znakami, mieszkam w Hiszpanii i nie mam odpowiedniej klawiaturki.

    Eliza

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

/* ]]> */