Bloger winien kochać swoich czytelników, wielbić ich, bo przecież to dzięki nim oddycha. Powinien ich głaskać, zadowalać, być takim jakim oni się spodziewają, że będzie. Niestety ja jestem łysy, mam ortalionową zbroję i czasami mam dziwne wrażenie, że średnio pasuję do wizji blogera, która teoretycznie nie została nigdzie zapisana ale w praktyce każdy ją zna.

Dlatego ten wpis będzie tym co wielu chciałoby napisać ale z jakiegoś dziwnego powodu boi się to zrobić. Niby czytelnik stanowi siłę blogera, niby racja, zgadzam się ale ja żyję dla siebie, nie dla Ciebie, piszę również dla siebie, nie będę robił tego na siłę, prawda? Dlatego poniżej przeczytacie o kilku zachowaniach czytelników, które mnie jako blogera doprowadzają do szewskiej pasji, sprawiają że na twarzy widnieje mi pysk pitbulla.

1. Wielb mnie, jestem Twoim czytelnikiem
Swoich czytelników powinno się lubić, jeśli tak nie jest to znaczy, że gdzieś popełniło się błąd i trzeba coś zmienić. Ja 90% z was lubię, przynajmniej nie mogę powiedzieć, że mnie irytujecie, pewnie z ¾ byłbym skłonny napić się piwa i byłoby fajnie. Pojawia się jednak co jakiś czas człowiek, który myli kasty społeczne na blogu. Taki klient wymaga od blogera by ten go wielbił, bo jest łaskawie czytany a bez adoracji on sobie odejdzie.

Idź w cholerę i nie wracaj, przychodzisz tutaj dla jednego z 2 powodów, dla mnie, albo dla moich tekstów. Nigdy nie jest i nie będzie odwrotnie.

2. Kasujesz komentarze, boisz się krytyki
Gdzieś w tym chorym świecie utarło się, że kasowanie komentarzy to oznaka strachu przed krytyką. Kompletnie się z tym nie zgadzam, uważam że blog to MOJE miejsce w sieci, mój dom, który wam udostępniam, więc gdy pojawi się jakiś pajac z bluzgami albo reklamami to mam pełne prawo go wyjebać za drzwi. Gdy już to zrobię a na szczęście dzieje się to raz na pół roku, to pojawia się pacjent twierdzący, że boję się krytyki i ten koleś to na pewno mi napisał, że jestem słaby.  Idź w chuj, nie wracaj, podążaj na inne blogi, ja Cię tu nie chcę.

3. Ja wiem lepiej
Ja z tym problemu nie mam ale mam znajomą, która prowadzi bloga parentingowego. Zauważyłem jedną rzecz, która mnie jako widza zaczyna wkurwiać, a ją jako blogerke zapewne doprowadza to do szału bardziej niż czerwona płachta byka. Co jakiś czas pojawia się u niej losowa mamuśka, której funkcje mózgu ograniczają się do ‘zmień pampersa, nakarm, wysłuchaj mamusię, jestem najmądrzejsza’. Taki strasznie ograniczony umysł, nie pozwalający nic sobie powiedzieć, nie dopuszczający tego, że w inny sposób też można dojść do podobnych skutków. Nie, ona jest najmądrzejsza i chuj. Czasem mam wrażenie, że tacy ludzie grasują w sieci na zlecenie i zawodowo doprowadzają do białości innych.

4. Sprzedałeś się
Takich u mnie nie ma, są u innych. Jak można napisać blogerowi, że się sprzedał? Człowiek jedzie z koksem dzień i noc, w większości naiwnie z myślą o tym by czytelnikowi zrobić dobrze, a gdy przychodzi moment, że może na sowim ulubionym zajęciu i jednocześnie pracy zarobić to pojawia się jakiś pacjent i twierdzi, że się sprzedał. Jakie trzeba mieć smutne życie by takie nieuargumentowane zarzuty komuś stawiać.

5. Spamerzy
Bardzo rzadko mi się trafiają ale zdarza się. Jak wiecie, lubię gdy do mnie piszecie, często wam piszę, że możecie śmiało do mnie smarować. Zdania nie zmieniam ale błagam was, jak napiszecie raz to nie musicie kolejne kilkanaście razy wysyłać wiadomości „przeczytałeś?”. Jak przeczytam to odpowiem, serio, nie po to mówię, że mam czasem obsuwę tygodniową w odpisywaniu żebyście mi zawalali wszystko co mam. Lubię z wami korespondować ale róbmy to z głową żebym nie doszedł do momentu, w którym powiem koniec.

6. Jesteś nikim
Na sam koniec gwiazdy, które na każdym kroku starają się wmówić człowiekowi, że jest gównem, że jego blog to też gówno. Skwituję to krótko, gównem to jesteś każdy z takich przypadków z osobna. Doprowadzając swoje życie do momentu, w którym żeby poczuć się lepiej musi dojechać innemu.

Jak widzicie blogerzy i czytelnicy to organizmy, które muszą żyć w symbiozie, nie ma opcji aby było inaczej, chwasty trzeba wyrwać, szanować musimy się wzajemnie. Wy poświęcacie swój czas na przeczytanie tekstu, skomentowanie go a ja czas wkładam w jego napisanie, czytanie waszych wiadomości i odpowiadania na nie. Dlatego jedna mała prośba, jeśli już wiecie czego nie lubię to starajcie się odrobinę do tego dostosować, szanujmy się.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

26 komentarzy

      • Spokojnie Kwiatek, wszyscy popełniamy błędy. Siarą jest pałowanie metodą „na gimbaze” za zwykłą literówke- jeden błąd i już jesteśmy gwiazdami najbliższych przytyków. A wyszukałem to tylko dlatego że znajomej książkę redagowałem, więc moja czułość nawet na przecinki wzrosła do poziomu fanatyzmu. Pewnie 99% tych co przeczytali nawet tego nie zauważyła, więc kto ma większą siarę? Ten kto błąd popełnił, lecz go poprawił, czy ci co przeszli dlaej nie zwracając uwagi?

        P.s. yup: redagowanie książki w moim wypadku oznacza m/w: wpieniający filozof mode ON

  • Kiedyś się dziwiłam, że blogerzy itp, kasują komentarze, ale przekonało mnie Twoje rozumowanie. Z tym, że jeśli chodzi o komentarze, które od razu się pojawiły na stronie. Nadal nie czuję sytuacji kiedy pisze komentarz, a dopiero jak administrator go przeczyta, to zostanie opublikowany. Jeszcze nie wiem jak jest u Ciebie, właśnie sprawdzam ;)

  • Ja jestem tez uczulona na wazeliniarstwo. U mnie tego nie ma ale u innych a szczegolnie u tych bardziej znanych te komentarze typu „nie przejmuj sie hejterami. Jestes super i ta sukienka jest sliczna (co z tego ze wygladasz w niej jak potwor)”… Bleh!

  • słabo tylko jak ktoś faktycznie ma bloga, w którym mógłby się rozwijać i ktoś da mu parę rad, a bloger usuwa komentarz uznając go za krytykę i brak poszanowania…

  • 1. Jeszcze raz coś tak słabego napiszesz to sobie pójdę i nie wrócę!

    2. Pod Twoimi notkami nie ma co kasować, bo już wszystko skasowane.
    3. Co Ty wiesz o życiu, jak Ty łysy jesteś.
    4. Sprzedałeś się zanim to się modne stało!
    5. Halo! Czytasz to???????????????
    6. Co to jest w ogóle bloger? Masz jakieś wykształcenie?!

  • Co do punktu 6. to akurat taka prawda – ten blog to gówno. Zmarnowałem całe 5 minut na przejrzenie kilku wpisów czy raczej wypocin i było to o 5 minut za wiele. Za dużo prostactwa, za mało inteligencji, odbijam więc na wyższy level i na szczęście już się raczej nie przeczytamy.

  • Nie da sie każdemu dogodzić i trzeba się z tym liczyć, że jeżeli ktoś będzie się chciał przypieprzyć to zawsze sobie znajdzie powód. Z drugiej strony istnieją też irytujący blogerzy, przekonani o własnej doskonałości, którzy mają w dupie czytelnika i im bardziej prezentują taką postawę, tym więcej ludzi to czyta. Magia.

    • Problem jest taki, że to czytelnik bardziej potrzebuję czuć to ograniczenie ze strony blogera. Rzadko jest na odwrót. Wtedy bloger jest taki trochę celebryta albo raczej osoba trudno dostępna, można sobie wyobrażać go na wiele sposobów. Tak to według mnie działa

      • Bloger celebryta a bloger buc to dwie różne rzeczy. :D weźmy chociażby postać dawnego Kominka. Sześć lat temu jak jeszcze nie był taki mega znany jednym z pojawiających się tematów u niego były kobiety przedstawiane przedmiotowo. A miał mnóstwo wiernych fanek, które marzyły, żeby więcej je obrażał. Albo teraz trendowe szafiarki. Ta „najlepsza” i chyba najbardziej znana obraża swoich czytelników, bo są krytycznie nastawieni w komentarzach. Albo taki Ty. Czytam twojego bloga od niedawna i wkręciłam się, a głównie dlatego, że możesz pisać ostro ale czytelnik nie czuje się idiotą. Zdrowy dystans między blogerem a czytelnikiem jest jak najbardziej słuszny (w końcu wy jesteście panami swojego podwórka), ale trzeba to wypośrodkować.

/* ]]> */