Technologia

Drogi czytelniku i blogerze

Written by Adrian Kwiatkowski

Drogi czytelniku pojawiła się genialna okazja na udowodnienie Ci tego, że to J-A jestem tutaj najważniejszy i sposób, który wybieram na tworzenie wpisów zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Nie chcę was zrugać, jesteście niewinni (jeszcze), swoje przeczytaliście we wcześniejszych tekstach (były nawet takie 2). Artykuł związany jest z pewną facebookową grupą i poprowadzoną tam dyskusją, wstawiłem tam link do swojego wpisu i czekałem na swego rodzaju atak. Długo czekać nie trzeba było, po chwili pojawiło się pytanie następującej treści:

pytanie

Wiele osób było przeciwnych takim zachowaniom na blogu, bo nie wypada, bo język polski jest śliczny i nie ma potrzeby go brudzić rynsztokowym ‚kurwa’. Pojawił się też zarzut, że to próba wybicia się, fejm musi się przecież zgadzać, dalej napisano też, że jeśli ktoś nie potrafi wprowadzić emocji to wprowadza wulgaryzmy no i jest przecież moda na bunt, więc znowu ta popularność musi się budować po najniższej linii oporu. W dalszych wpisach można wywnioskować, że skoro ja wybieram od czasu do czasu (raz częściej raz rzadziej, zależy czy słońce świeci) jestem ograniczonym ogrem a moi czytelnicy nie są lepsi.

2

3

4

Pojawił się też komentarz, że jedna z osób pisząc w ten sposób miałaby ogromnego kaca moralnego i słusznie. Widzicie to właśnie ta osoba może mieć moralniaka, nie ja, to jest mój blog i mój punkt widzenia, żaden bloger nie jest taki sam jak drugi a jeśli to zazwyczaj kopiuje i próbuje pisać pod publiczkę, zaistnieć dla próbki, którą dostanie od producenta perfum. Każdy blog to punkt widzenia autora, niekoniecznie słuszny, niekoniecznie grzeczny, niekoniecznie rozumiany przez wszystkich. Bycie blogerem to posiadanie własnej wizji, to budowanie azylu ze swoich cegieł a nie podkradanie ich od innego. Ja piszę z kurwami, chujami i innymi gdy widzę taką potrzebę bo nie mogę powiedzieć, że ten dres pytając czy mam problem po prostu mnie zdenerwował, on mnie wkurwił i nie widzę lepszego określenia tego stanu emocjonalnego. Dlaczego miałbym napisać, że wywołał u mnie zmarszczenie czoła, podniesienie prawej brwi, zaciśnięcie pieści i napięcie wszystkich mięśni? To nie powieść, to blog, tu się nie pierdolę w tańcu.

Najbardziej mnie zasmucił jeden komentarz, który macie poniżej.

5

Że co, że jak? Mam pisać po to by się przypodobać Tobie czytelniku? Płacisz mi za to, robisz mi dobrze pod biurkiem? Dlaczego miałbym tworzyć pod Ciebie a nie dla samego siebie i mordę cieszyć gdy ktoś zechcę to ew przeczytać i skomentować? Ja chętnie wam zrobię konkurs, zbiorę was w większej ilości i powiększę grono odbiorców jak będzie okazja ale nigdy nie będę zmieniał swojego punktu widzenia czy go sztucznie farbował po to by przypodobać się komuś w internetach.

Czytelnik musi zrozumieć, że na blogu najważniejszy jest autor, wielbcie go to może będzie miał okazję zrobić wam dobrze jakimś eventem z nagrodami, wieszajcie na nim psy w konstruktywny sposób by był lepszy to wtedy będziecie mieli realny wpływ na doskonałość wpisów i progres, inaczej nie dacie rady.

Bloger musi natomiast zrozumieć, że on jest numero uno  a nie czytelnik, twór zwany blogiem ma jemu poprawiać humor i pozwolić dzielić się swoimi emocjami z czytelnikiem. Nie można pozwolić narzucić sobie czyjegoś JA i podpisać się pod nim, no ludzie, to jest Twoje podwórko i Twoje zasady, nie podoba się komuś to skieruj go do wyjścia.

  • Dariusz

    Po części komentujący mają trochę racji. Co prawda wulgaryzmy na ogół mnie nie ruszają (wyjątek np. matka z małym dzieckiem – tak! spotkałem się z tym i to nie raz!), ale w czasach, gdy kur*ami i ch*jami rzucają wszyscy gdzie się człowiek nie odwróci, czasem dobrze jest znaleźć się na odskoczni odrobinę bogatszego języka. Z drugiej jednak strony wypowiadając się na temat pewnych idiotycznych spraw nie da się sprecyzować swojego punktu widzenia nie używając dosadniejszych epitetów. W pełni rozumiem czym się kierują autorzy w/w opinii, ale co do stylu i języka bloga nie mam żadnych zastrzeżeń. Miło czyta się niektóre wpisy, zwłaszcza że niestety większość z nich odnosi się do coraz większej części społeczeństwa – choćby kwestia homo-niewiadomo czy też denerwujące, ale czasem nadal śmieszące i budzące politowanie spotted: fast-food/sklep mięsny.

  • Jak ja uwielbiam zmieniać zdanie po przeczytaniu rozsądnych argumentów.
    Kiedyś uważałam, że piszę tylko i wyłącznie dla czytelnika, no bo jakby nie było, bez niego blog traci na wartości. Ja nie miałam chyba jeszcze takiej sytuacji, że ktoś prosił mnie o jakieś zmiany, czy dawał rozkaz „bo nie bede obserwował”. O przypomniało mi się. Pamiętam jak moja jedna czytelniczka była oburzona faktem, że… nie chudnę (akurat wtedy na blogu dużo pisałam o takich sprawach). Ciągle pisała jaka jestem beznadziejna, że mój blog również jest do niczego, ale mimo wszystko stale do mnie zaglądała. Odbierałam ją bardziej jako hejtera, bo ciężko było mi zrozumieć jej stanowisko, skoro była oburzona moimi nie powodzeniami, to po co obserwowała? Miała wokół 100 innych tego typu blogów. Po za tym faktem to notorycznie byłam molestowana o zmiane kolorów, czcionek tip. co mogę zrozumieć, bo choć mi się podoba, to chyba lepiej, by cudze oczy miały wygodniej. Lubię jak ktoś poprosi mnie o jakiegoś posta, choć wtedy mam nie lada problem z przygotowaniem go. My mamy dwa zupełnie różne blogi na chwilę obecną, więc ja nie mam i prawdopodobnie nie będę mieć z tym problemu, by ktoś prosił mnie o zmianę stylu pisania.
    Co do przekleństw to czasami chętnie napisałabym na blogu „ale wkurwia mnie ta baba”, ale jednak wolę zrobić cenzurę, albo podmienić słowa. Taka już jestem, co nie znaczy, że wolę czytać ‚kur*a’,”c*uj’,’pier*ole’ itp niż ‚bardzo mnie to poruszyło, niczym wlanie w swoje paczałki soku z cytryny’.
    hehe. Pozdrawiam!