Sex & Emocje

Internetowa miłość

Written by Adrian Kwiatkowski

Na facebookowej stronie bloga wymieniłem kilka wiadomości z Ewą, zapytała mnie co myślę na temat zakochiwania się przez internet, czy jest to możliwe? Żebyśmy mieli jasność, chodzi tutaj o relację wyłącznie internetową, zero spotkań w trakcie, ewentualnie jakieś zdjęcia, całkowity brak kontaktu bezpośredniego.

Jeśli chodzi o mnie to nie jestem zwolennikiem takich akcji, co prawda jestem za poznawaniem nowych ludzi, również przez sieć ale prowadzenie wirtualnego związku do mnie nie przemawia, zresztą jakby mogło skoro jestem raczej przeciwnikiem związków na odległość chociaż w życiu nie można wykluczyć niczego. Jednak czy internetowa miłość jest możliwa?

Rozum mówi mi, że to co najmniej nierozsądne ale obserwacje otaczającego mnie świata przeczą temu co podpowiada głowa. Żyjemy w dobie internetu, zarabiamy przez sieć, utrzymujemy kontakt ze znajomymi, dzielimy się swoimi emocjami więc dlaczego by nie można było się zakochać? Jestem zwolennikiem teorii, że zakochanie się na portalu społecznościowym jest możliwe, ba to coraz bardziej powszechne zjawisko (nawet znam małżeństwo, które się tak poznało), pewnie dlatego, że dużo łatwiej zaczepić obcą osobę w sieci niż w na ulicy. Odpada przecież możliwość zrobienia z siebie kretyna do kwadratu, dobra da się ale dużo łatwiej to naprostować gdy nie widzisz tego parsknięcia śmiechem, które wycelowane jest prosto w Twoją twarz. Nie widząc rozmówcy czujemy się rozluźnieni, łatwiej również kolorujemy nieco swój życiorys, stąd zakochanie się w sieci uważam za wielce prawdopodobne.

Problem tkwi w szczegółach, wyżej wspomniałem o koloryzowaniu rzeczywistości, wiadomo że każdy z nas chcę się postawić w jak najlepszym świetle dlatego może zdarzyć się tak, że zakochamy się nie w osobie fizycznej tylko w jej wyidealizowanym obrazie, która nam przedstawiła bądź, który został przez nas dopowiedzony. To jest taki sam schemat jak z gwiazdami, uwielbiamy je ale gdy mamy możliwość porozmawiać z nimi osobiście czar często pryska, dlatego staram się unikać, niektórych moich idoli i nie podchodzę gdy jest taka możliwość, wolę zostać w sferze muzycznej i moim stabilnym rozumieniu tej osoby. To samo może stać się gdy związek prowadzony przez sieć przeniesie się na płaszczyznę prawdziwego życia, poznasz drugą osobę, dotkniesz i nagle okazuje się, że zdjęcia były lepsze, że głos nie jest taki jak przez słuchawki a jej zachowanie, mowa ciała nie do końca Ci odpowiada. Jednym słowem następuje rozczarowanie.

Dlatego jeśli komuś z was przytrafi się takie uczucie – nazywajcie to jak chcecie, od zauroczenia do miłości – to starajcie się nie trwać zbyt długo w wirtualnym świecie. Szkoda rozczarowywać się po kilku miesiącach. Luksusową sytuacją będzie jeśli oboje będziecie zawiedzeni a jeśli stanie się tak tylko jedną ze stron to stworzy się problem, który może nie być tak prosty do rozwiązania. Co jeśli dzielą was setki kilometrów? Trzeba pamiętać, że w sieci można być każdym i podchodzić do każdej takiej znajomości z należytym dystansem.

Pewnie jesteście ciekawi czy Ja zakochałem się kiedykolwiek przez sieć. Cóż, gdy miałem kilkanaście lat (okres gimnazjum) to była taka jedna, poznałem ją na lokalnym czacie, spotkaliśmy się oczywiście w pizzerii, wszystko spoko ale jakoś to nie było to. Nawet się nie zauroczyłem, może dlatego, że był to okres gdzie ja + kobiety = stres. Nie, teraz nie mam już tego stresu, jak to powiedziała jedna z moich znajomych "zawsze jakaś się koło Ciebie kręci" i przy tym pozostańmy.

  • Najwyżej zaimponować można. Zakochać nigdy, ale jak ktoś się nakręci, to różne rzeczy do łba strzelają, bo jest ciekaw drugiej osoby i wyobraża sobie przez pół dnia i całą noc buk wie co. A rzeczywistość się śmieje.

  • Asia

    Miłość/ zakochanie chyba w każdej formie bywa w pewien sposób niebezpieczne. 😉 Co do tekstu, taka znajomość internetowa (nawet nie podszyta uczuciami wyższymi) może być w pewnym stopniu dobrym doświadczeniem. Patrzymy na kompana rozmowy zupełnie inaczej. W końcu tutaj to na podstawie wymiany wiadomości tekstowych budujemy w głowie wizję i jednocześnie ocenę swojego rozmówcy. Dzięki temu, choć na chwilę możemy odejść od stereotypowego oceniania drugiego człowieka przez pryzmat jego wyglądu (co przecież jest fundamentalnym składnikiem tzw. pierwszego wrażenia i od czego uciec się nie da). A dla niektórych takie znajomości też są po prostu wygodne – bez przesiadywania przed lustrem, fantastycznego stroju, którym chce się na drugiej osobie zrobić dobre wrażenie i ten dodatkowy wentyl bezpieczeństwa – znajomość można skończyć jednym kliknięciem myszki. Brzmi zachęcająco?
    W temacie, polecam też film Trust (na polski przetłumaczono jako „Pożegnanie z niewinnością”(sic!) ).

  • kel

    Zauroczyć? Myślę, że się da. Zakochać? Nie byłbym tego taki pewien. No i oczywiście te wszystkie uczucia mamy nie wobec konkretnej osoby a wobec jej wyobrażenia w naszej głowie. Stąd łatwa droga do rozczarowania.

  • Jadźka

    Wydaje mi się, że można nawiązać przyjaźń przez sieć (sama mam kilku takich przyjaciół), ewentualnie zauroczyć się można. Ale tak jak przedmówcy uważam, że do zakochania to jednak potrzeba kontaktu bezpośredniego. Nie mówiąc już o związku. To dla mnie jest oczywiste, że kontakt fizyczny jest wręcz niezbędny.