Technologia

O tym jak stare media mogą zrobić loda nowym

Written by Adrian Kwiatkowski

Zanim napiszę coś konkretnego chcę zaznaczyć, że nie jestem reprezentantem blogerów, piszę bloga po swojemu, na żaden meeting nie dotarłem, spotkałem się tylko z mediafunem i zuchem na Woodstocku na ich warsztatach (pozdrawiam was chłopaki). To co znajdziecie w tym tekście to wyłącznie moja opinia i nie identyfikujcie jej z całą blogosferą. Uwaga na licznę wulgaryzmy.

Od jakiegoś czasu można spotkać się z próbą podkopania wiarygodności blogerów, robi się z nich na siłę gwiazdy a potem próbuje się im dojebać. Przykłady można znaleźć w zasadzie każdego dnia np Mercedes UKRADŁA ZDJĘCIE NA BLOGA! Zresztą portale plotkarskie to chyba jadalnia dla półdebili, którzy muszą wylać swój jad gdzieś w sieci, komuś się udało to mu dojebe, chciałoby się rzec witamy w Polsce. "Afer" oczywiście było więcej, chociażyby akcja młodego Chajzera i 'ośmieszenie' szafiarek, btw jak zagniecie tak fashionelke to pogadamy. Tak czy siak na skutek tego przez pewien czas blogosfera była w oczach przeciętnego użytkownika internetu bandą debili, kretynów i niedojebów, wystarczy poczytać komentarze na wykopie pod odpowiednimi znaleziskami.

Blogowanie przecież to nie praca, to opierdalanie się, pisanie w notatniku, wklejenie tego w sieć a potem profity same przyjdą – tak mniej więcej uznaje część społeczeństwa i zapewne niemały odsetek dziennikarzy. Szkoda, że tak nie jest, przynajmniej nie w przypadkach, które osiągają sukces. Bloger w zasadzie musi być pr-owcem, musi znać przynajmniej podstawy pisania, przy okazji powinien być webmasterem i mistrzem yoda też by nie zaszkodziło. Wychodzi na to, że aby osiągnąć sukces trzeba zapierdalać przy blogu i to na bogato. Hajs nie wpada od tak, sławy nie ma a rachunki jak były wysokie tak dalej są, mi przynajmniej nigdzie zniżki nie dali z racji tego, że mam bloga.

Wkurwia mnie też wszędobylski ból dupy reprezentantów starych mediów, bo blogerzy dostają #darylosu – "artykuł". Co prawda blogerzy sypią się dla kasy jak dziwki na trasie (też bym się trochę posypał a co) ale co w tym dziwnego, że mają ochotę zarabiać na tym co robią? Natomiast jeśli chodzi o prezenty no to gdzie jest problem? Firma A ma kaprys by wysłać prezent blogerowi, lubi go, chcę mu zrobić loda? To w zasadzie jej problem, cioci też się nie odmawia jak daje sweter. Swoją drogą w galerii znajdującej się w linku powyżej na pierwszym zdjęciu nie ma darów losu, to są zakupy, ktoś tam lubi Milkę (zajebista czekolada swoją drogą), kupił i postanowił się pochwalić tym z czytelnikami, zupełnie tak samo jak to się robi na prywatnych profilach, też chwaliłem się aparatem BenQ, który kupiłem a nie dostałem.

milka

Jeśli ktokolwiek uważa, że blogowanie jest łatwe to niech się pierdolnie w łeb. Żeby to robić na serio i mieć z tego konkretne pieniądzę trzeba ciężko zapierdalać, na szczęście jest to przyjemne bo nikt kto nie lubi tego robić nie osiągnie nic na tym polu, to tak jak w każdej innej dziedzinie życia.

Ogólnie to mam ból dupy i właśnie go wylewam, bo mogę, bo to mój blog i jak się komuś nie podoba to niech spierdala, u siebie jestem.
Błędy zapewne licznę, składnia chujowa, stałych czytelników przepraszam ale to chyba te emocje zmieniły jednorazowo styl tekstu. To są jedyni ludzie, którym jestem winien jakiekolwiek wytłumaczenia.

  • Kazoo

    Dobrze, że wcześniej wytłumaczyłeś sposób używania słowa „spierdalać” :)

  • No tak, masz rację oczywiście. Ja to się zawsze śmiałam z mojej rodziny (bardziej tej mężowskiej):
    „-piszesz bloga? fajnie, a co teraz dostaniesz do testowania?
    -nic.
    -jak to nic? dlaczego?
    -bo jak mam swoje 5 minut to je wykorzystuje, a jak nie mam to piszę dalej i nadal mam z tego radość.
    -łeee… to myślałam, że to dla nagród robisz…”
    Na te „nagrody” pracowałam ciężko dzień w dzień i z pomocą szczęścia po pół roku od powstania bloga już mój blog był dość rozpoznawalny. Później zorientowałam się, że chcę być blogerką, ale nią nie jestem, bo właściwie kopiuje internet (zamieszczałam różne ćwiczenia, obrazki z sieci) i odpuściłam sobie go i wcale nie żałuję. Dzisiaj nie wiem za bardzo co ze sobą zrobić nie mogę się zebrać jakoś, ale wiem, że da się zapracować na to by być KIMŚ bez pomocy znajomości i kupy kasy w portfelu.
    PS Osobiste spostrzeżenie. Uwielbiam Twojego bloga, tym bardziej, że jest to jedyny męski blog, którego regularnie czytam i o ile przekleństwa mi w ogóle nie przeszkadzają tak np. sformułowania o robieniu lodów już mnie irytują. Twój blog, Twój sposób pisania, ale na prawdę nie musisz aż tak się rozwijać w wyrażaniu emocji, żeby mieć większą poczytność bloga :) Po prostu bądź tym Kwiatkiem, którym byłeś od początku, czyli rób to co uważasz za słuszne.
    Pozdrawiam

    • Dziękuje za miły komentarz a co do Twojego lenistwa przez, które nie możesz się zebrać to chyba mam rozwiązanie dla Ciebie. Usiądź, weź kartkę, wypisz z 10 tytułów tematów, o których chciałabyś napisać. Potem po prostu to zrób, jeśli trzeba to powtarzaj to co jakiś czas. Metoda sprawdzona przeze mnie.