Robi się ładnie, dzisiaj w zasadzie o 10 rano termometr wskazywał u mnie 23 (sic!) stopnie Celsjusza, na zewnątrz było cieplej niż u mnie w domu. Co za tym idzie, Państwo wyszło na zewnątrz, mniej więcej tak jak robaki po deszczu, tak my, Polacy wypełzamy z naszych norek na powietrze. Normalna sprawa, też jestem raczej z tych, którzy preferują lato, zimą jest fajnie, ale za zimno.

Niestety, gdy wracamy wiosną do życia powracają coroczne lęki, które drzemią głęboko ukryte w naszych głowach, a niektóre skrywają się pod kurtkami (bo ktoś je jeszcze nosi) i nie mogą po prostu wyleźć, ale kiedyś eksplodują jak cola z mentosem. Umówmy się, Polacy boją się tylko kilku rzeczy, na pewno nie jest to wypicie jakiegoś bajazolu, na pewno nie są to zasady BHP na budowie, te mamy wybitnie gdzieś. Mamy natomiast w sobie kilka, wrodzonych lęków, są to na pewno: skarbówka, utrata procentów w alkoholu na wskutek wywietrzenia i mydło. Skupmy się na tym ostatnim.

Warto abym zaznaczył, że ja raczej poruszam się pieszo, rowerem (jak tylko go naprawię, dziś mija chyba pierwszy rok jak to sobie obiecuję) i samochodem. Chociaż omijam jak ognia autobusów, tramwajów, wszystkiego gdzie podróże trzeba odbywać wspólnie z innymi, obcymi mi ludźmi, mój nos cierpi, płacze i błaga o śmierć gdy staję w kolejce w hipermarkecie. Nie wiem z czego to wynika, ale niezależnie od wieku, czy to stary, czy to młody zawsze znajdzie się ktoś kto śmierdzi i urozmaica doznania zapachowe, serwując odór godny najstarszego sera. U nas w kraju po prostu tak jest, chociaż tego nie akceptuję to staram się z tym żyć. Ja wiem, że od brzydkiego zapachu nikt jeszcze nie umarł, co najwyżej puścił pawia, no ale zacząłem doceniać, że niektórzy myją się chociaż antyperspirantem. Mógłbym np. nosić jakieś drzewko zapachowe w kieszeni i wieszać jednemu czy drugiemu na uszach jakby wybitnie śmierdział, ale wątpię, że ten numer przeszedłby bez echa. Ja zaś wbrew pozorom jestem spokojnym człowiekiem, który pragnie żyć w zgodzie ze światem, który go słucha. Pozostało mi więc pogodzić się z tym, że niektórzy po prostu muszą zalatywać wonią kapusty kiszonej zmiksowanej ze starym jajkiem.


Gdyby jakieś TurboSłużby szukały nowych sposobów na wyciąganie informacji od terrorystów to zdecydowanie powinni ich zamknąć latem, w niedużym pomieszczeniu z grupą naszych rodaków.

~ŁysyZBloga


Nie żebym był wybitnym wrażliwcem, ale oczy czasem same mi łzawią. Po dziś dzień pamiętam jak kilka lat temu do warszawskiego tramwaju wlazł mi typowy degustator najtańszych win, zakąsek cebulowych  i Eskimos w jednym, a był to czerwiec. Nie wiedziałem, że nasz naród jest w stanie tak sprawnie się komunikować porozumiewawczo za pomocą oczu, tak szybko otwieranych okien i subtelnego przekierowywania się do przodu wagonu nie widziałem nigdy. Znaczy to jedno, jesteśmy się w stanie naturalnie zjednoczyć w czasach kryzysu, gdy pojawia się wspólny wróg.

Jednak mój drogi bąbelku pamiętaj, mydło nie boli, robi Ci i mi dobrze. Szerz tę wiedzę dalej, niech spłynie ona na część nieświadomych, niech naród zostanie wyzwolony od smrodu, przynajmniej w części.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

6 komentarzy

  • Mam bardzo wrażliwy nos, dlatego też bardzo doceniam ładne zapachy ;)
    Niestety to co piszesz, to prawda. Nasze społeczeństwo ma problem z higieną osobistą, Również ludzie z którymi pracuję sprawiają wrażenie nie do końca obytych z mydłem. Nie wszyscy, ale jednak ;) a przecież jak ładnie pachniemy to jesteśmy atrakcyjniejsi! Jak facet ładnie pachnie to wogóle bomba :)

  • Najgorzej, kiedy ktoś tak pięknie pachnący stanie koło Ciebie w tramwaju, gdy panuje ścisk i przytknie Ci do nosa pachę. A najgorsze upały dopiero przed nami D:

  • Fragment z wieszaniem choinek zapachowych na uszach jest najlepszy :D mało nie oplułam monitora ;D

  • Dokładnie, woda i mydło nie gryzą, a niestety codzienność pokazuje, że wielu jest z nimi na bakier. Na miejskich żulikach, co to się tułają po całej dzielni i mają wszystko w nosie, się nie skupiam, ale nie jestem w stanie pojąć osób młodych, pracujących, etc., które od samego rana wioną zapaszkiem powalającym i żyją w myśl zasady, że po co wyprać, jak można przewietrzyć i po co się myć, jeśli można się oblać perfumą. Blehhh…

/* ]]> */