Dzisiaj zacząłem się zastanawiać nad sensem używania wulgaryzmów. Jedni twierdzą, że one zaśmiecają język, są nietaktowne i powinno się je ograniczyć lub nawet zapomnieć o ich istnieniu. Ja jestem natomiast w opozycji do tego typu stwierdzeń, uważam, że kurwa w dobrych rękach, a raczej ustach, zrobi więcej niż niejedna wzniosła przemowa.

Kurwa, kurwie nie jest równa

Wulgaryzm, każdy jeden, nie ważne czy będzie to pospolita kurwa, czy mocniejsze wypierdalaj, jest prosty, zrozumiały dla każdej szarej i kolorowej masy. Przekaz, który ze sobą niesie tego typu słowo zrozumie szarobury Kowalski, którego jedyną rozrywką jest sprawdzenie wyników dużego lotka, popijanie piwa i myślenie „może teraz się wreszcie kurwa uda”, ale dotrze on również do człowieka z elit, któremu dres na środku drogi powie WYPIERDALAJ.

Jednak kurwa, kurwie nie jest równa. „O kurwa”, które wyraża wszystkie możliwe uczucia, od zachwytu po lęk, nie brzmi dobrze jako przecinek, szczególnie w ustach kobiety czy dzieciaków, które nucą pod nosem „pizda nad głową kipi, pizda nad głową” Gangu Albanii. W takich wypadkach mamy do czynienia ze złymi wulgaryzmami – taka moja mała teoria. Jak nazywamy kogoś spierdolonym, chujowym, skurwysynem, którego żwirek i muchomorek przeorali na kamieniu, to też zaliczam to do źle użytych przekleństw. Chociaż czasem wypada komuś powiedzieć „Ty Chuju”, gdy na to zasłużył, np. sypiając z Twoją żoną, przecież uczucia trzeba nazywać po imieniu.

Wulgaryzmom często towarzyszą emocję, zresztą często sam ich używam by podkreślić jakiś stan emocjonalny. Popkultura podobnych przykładów ma niemało, wyobrażacie sobie „Psy” Pasikowskiego bez np. „w imię zasad skurwysynu”? Ja niespecjalnie, a przecież ta scena jest genialna. Dobra kurwa, czy solidne wypierdalaj jest niczym tort lodowy  podany do basenu w upalny dzień, daje ukojenie duszy oraz ciału. Jednak nie podlega żadnej dyskusji twierdzenie, że tym mimo wszystko prostackim słownictwem trzeba potrafić się obsłużyć.

Dlatego zanim postanowisz powiedzieć „no kurwa wiesz, ja to właściwie pierdole i wbijam w to chuja” zastanów się czy oby na pewno warto. No chyba, że jesteś rycerzem ortalionu spod herbu prawilnego kołczanu, wtedy słowa wpierdol, kurwa i twierdzenie chuj Ci w dupę są Twoimi dobrami narodowymi.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

10 komentarzy

  • Znajomy stworzył (?) lub zasłyszał i użył fantastycznego „słowotworu”. Na pytanie na kiedy ma to być zrobione odpowiedział: „Jaknajkurwaszybciej!”. Zastanawiam się czytając wpis czy to dobra czy zła kurwa. W kontekście rozmowy brzmiało genialnie. Tym bardziej, że kumpel klnie raczej rzadko.

    • tutaj świetnie użyta i wpleciona w słowo. Sam używam tego słowa, którego użył Twój kolega. Najpewniej bierze się to od angielskich mieszanek „get the fuck out”, co luźno zastępuję: wypierkurwadalaj (co tak pięknie się nie łączy jak Twój przykład).

    • Tutaj sama „rzadkość” używania wulgaryzmów może być kluczowa. Jak ktoś wplata w każde zdanie przynajmniej dwie „kurwy” (jak wspomniani w tekście rycerze), to raczej woła to o pomstę do nieba. Jak ktoś użyje raz w tygodniu odpowiednio dobranego wulgaryzmu – mamy majstersztyk.

  • Trudno się z Tobą nie zgodzić. Ja w ogóle nie używam wulgaryzmów na blogu, a w życiu staram się je ograniczać tylko do chwil, kiedy one naprawdę coś wnoszą do rozmowy. Czasem oczywiście zdarzy się użyć ich niewłaściwie, ale tylko czasem ;)

  • Kila lat temu, podczas wakacji miałem okazję pracować w charakterze pomocnika, z grupą facetów wykonujących prace na wysokościach, do dziś z szacunkiem wspominam kunszt, z jakim posługiwali się oni łaciną podwórkową, tylu kreatywnych odmian słów powszechnie uważanych za nieprzystojne nigdy wcześniej, ani potem nie słyszałem ;)

/* ]]> */