Życie każdego z nas toczy się własnym, nieco zwariowanym tempem. Wszystko jednak trafia szlag, gdy kończymy 25 lat. To jest cholernie trudny moment, w którym sami przekonujemy się w jak głębokiej dupie jesteśmy.

Dorastanie jest całkiem przyjemne, głównym celem jakim mamy jest nie zaspać do szkoły, a potem jak się przy okazji uda to ją skończyć. Większość z nas nie ma tutaj żadnych zmartwień, jedna, narzucona odgórnie droga, która jest po prostu łatwa do przebycia. Dalej zaczynają się rozwidlenia, studia, pierwsze doświadczenia zawodowe, czego nie wybierzesz to właściwie wszystko Ci wolno. Nikt nie powie przecież, że dwudziestodwulatek nie może popełniać błędów. Byle przynajmniej udawał, że się na nich uczy. Natomiast w chwili, gdy ukończymy 25 lat dostajemy z automatu drzwiami w pysk, nawet jeśli wiedziemy życie królewny lub królewicza zza Siedmiogrodu.

Nie wiem jak to działa, ale właśnie po dwudziestych piątych urodzinach pojawia się zmasowany atak pytaniem „co zamierzasz robić w swoim życiu?” No właśnie, co? Świeżo po studiach, które zresztą wybrane zostały przypadkiem. Właściwie mniej przypadkowa od wyboru kierunku studiów jest wygrana w Lotto. Na gap year trochę za wcześnie i jednocześnie za późno, coś trzeba ze sobą do licha zrobić.

Media społecznościowe, a raczej grono Twoich internetowych przyjaciół atakuje Cię zdjęciami z wesel, z narodzin ich dzieci i chrztów. Ty jednak nadal masturbujesz się do jakiejś chińskiej bajki a widząc atrakcyjną osobę w galerii handlowej, jedyne co potrafisz zrobić to udać, że Cię nie ma. No świetnie, idealnie wręcz jak na dorosłego człowieka. Niektórzy zdążą się już rozwieźć a Ty w ramach luksusu chusteczki na aksamitne wymieniasz. Obcy i najbliżsi atakują Cię pytaniami „kiedy ślub?”, a Ty nie możesz odpowiedzieć „a chuj Cię to boli”? Dlaczego nie możesz? Bo jak hajs trzeba będzie pożyczyć to nie będzie od kogo.

Jak już próbujesz się ogarnąć, znaleźć pracę, wziąć się w garść, to okazuje się, że jest zajecie dla ludzi z Twoim wykształceniem. Problem w tym, że znajduje się ono za ladą jednej z odzieżowych sieciówek. To w zasadzie jest kolejny plaskacz w ryj, który sprowadza sporą część dwudziestopięciolatków na ziemię. Ty oczywiście nie chcesz wziąć spraw w swoje ręce, ponieważ „a co jeśli się nie uda?” Gówno.

Kończąc 25 lat nie potrafisz się pewnie nawet porządnie nawalić tak jak to miało miejsce po maturze i na studiach. Nawet gdybyś chciał to nie możesz, ponieważ jak przyjdziesz do pracy na kacu to szef Cię zajebie. No właśnie, a kasę za paliwo matce trzeba oddać, więc roboty stracić nie możesz. Zresztą bez matki nie rozliczysz PITa, na biuro podatkowe Cię nie stać, nawet się nie oszukuj. Zwrot podatku to jedyny bonus, który Cię może w życiu spotkać.

Najgorsze jest to, że kończąc te 25 lat nagle zaczniesz udawać poważnego człowieka, co jest równie wiarygodne i prawdopodobne jak depilacja jąder piłą spalinową. Nie mówię, że to jest złe (depilacja jąder piłą spalinową jest zła!), na co dzień przywdziewamy różne maski, jednak nie spinaj się za bardzo tylko dlatego, że nadal nie wiesz co chcesz zrobić ze swoim życiem. Kiedyś, przy okazji większego lub mniejszego przypadku po prostu się tego dowiesz.

Jeśli jednak ten tekst kompletnie nijak ma się do Twojego życia, masz 25 lat, jesteś po ślubie, masz świetną pracę i wiesz co na tym świecie robisz to powiem Ci tylko jedno. Zazdroszczę, ja mam 27 lat i nadal nie jestem w 100% pewien swojej dalszej drogi.

Podobało się? Chcesz być na bieżąco z nowymi tekstami? Dołącz do mnie.

FACEBOOK GRUPA NA FACEBOOKU INSTAGRAM
  DAJ LAJKA DOŁĄCZ ŚLEDŹ MNIE

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

6 komentarzy

Leave a Comment

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

/* ]]> */