Niedziela to mój ulubiony dzień w tygodniu, można coś zrobić ale lenistwo jest w pełni usprawiedliwione. Dla przykładu nie muszę kosić trawy , po co sąsiadów irytować przy niedzielnym grillu. Wiem gdzie w ciepłe dni są ludzie, dlatego mogę skutecznie te miejsca omijać i nie doświadczam bandy idiotów. Żyć nie umierać.
Dlatego postanowiłem, że weekendowe wpisy będą lżejsze, przynajmniej te wakacyjne. Zdjęcia, anegdoty z nimi związane, tak żeby się nie zmęczyć i dać odpocząć swojemu mózgowi.

Gdzieś wyczytałem, że takie zdjęcia są bardzo artystyczne. Nie wiem co za naćpany pseudoartysta to powiedział ale skoro słowo się rzekło…

A to już widzieliście na facebooku. Jestem chyba najmniej #selfującym blogerem ever, bo nie umiem. Ale jak widać nawet głupkowi raz na kiedyś się uda.

To już mniej fajnie, bo mnie po prostu więcej widać.
W tym miejscu trzeba się zatrzymać i wspomnieć coś o muzyce. Dziś przypadkiem odkryłem coś co nazywa się Stromae. Nie mam zielonego pojęcia o czym śpiewa ten facet, bo po francusku a ja z francuskiego to… zresztą pewnie wiecie co. Tak czy siak kawałki ma genialne, polecam na wakacyjne przejażdzki czy wymachiwanie dupką przy mopie – oj wiem, robicie to dziewczyny. Popatrzyłbym.

Całkiem spoko gdy jest zimne, to niestety było ciepłe.

Jedno z miejsc, ktore mogę wam polecić. Zalew Sulejowski, nawet nie ma typowego plażowego syfu, da się przejść.

Tak wyglądał moj zestaw obiadowy, jestem z siebie dumny. Nie skończyłem w McDonaldzie.

Ten już schłodzony, a skoro piszę DRINK CHILLED no to się rozwaliłem na leżaku.

Trawy nie ruszyłem, za to obiad już się robił, szkoda że zadzwonił telefon.

Wursty in progress.

Always KOKA-Cola.

Seksowne ujęcie. Każdy mięsożerca to powie.

Właśnie dlatego już nigdy nie odbiorę telefonu gdy robię grilla. W pizdu wszystko spaliłem, jak ta ciota. Powinienem teraz zrobić akcję dokarm blogera.

Kto ten dom tu postawił? Ja tu robię najlepsze zdjęcie nieba ever a tu chuj.
Na szczęście niedziela się jeszcze nie kończy, mam przed sobą finał mundialu, którego miałem nie oglądać ale i tak obejrzę. Dlatego idę kicać po piwa, na sucho nie dam rady oglądać dwóch zespołów, których nie cierpię. Fak ju Ardżentina, Fak ju Dżermany! Już za cztery lata, już za cztery lata Polska będzie mistrzem świata.
Nie zapomnij zostawić lajka pod wpisem, w ten sposób dokarmiasz mnie, dzięki temu kupię nową kiełbasę na grilla. Grillen i chillen ludzie, HAWK!

No co za burak ten dom tak postawił… :) A kiełba nie jest taka tragiczna.
Kiełba miała sporo węgla, nadawała się na podpałkę.
To byłaby na następnego grilla :)
A w ramach akcji „nakarm blogera” zapraszam na spaghetti.
O dzizas!
– znalazłem klona myślowego. Chwilę temu czytałem artykuł o wkurwiających
rzeczach u kobit – podzielam opinie (niestety jestem tym biedaczkiem który
odkrył wszystkie wymienione punkty u swojej żony). A na dokładkę Twoje
stiwerdzenie- „Wiem gdzie w ciepłe
dni są ludzie, dlatego mogę skutecznie te miejsca omijać i nie doświadczam
bandy idiotów. Żyć nie umierać.” Podobieństwo myślowe – 100%.
Pozdrawiam
To nawet nie kwestia klonów, my mężczyźni mamy proste potrzeby, spokój.