Przed trzydziestką człowiek myśli, że jest Bogiem. Nie ważne czy ma pieniądze, czy nie, w krzyżu jakoś srogo nie łupie, kempingi na Helu są znośne a główna destynacja górska to Krupówki. Z perspektywy czasu myślę, że to zalatuje śledziem i słabizną, ale tak ma być i jest dobrze.

Problemy wydają się mniej straszne, zobowiązania wcale nie takie wiążące a koszty benzyny rozpatrywane są głównie jako cena wolności. Potem jednak z ogromnym hukiem, jak gruby krasnal przez komin, wpada 3 z przodu na metryce i życie w barwach tęczy nabiera kolorów pośrednich, mniej pastelowych, a nawet łapią się już srogie szarości. Rachunki sprowadzają na ziemię jak Tyson Gołotę, życie jest tak samo sprawiedliwe jak prawdziwe jest stwierdzenie, że kto je ostatki jest piękny i gładki. Naprawdę to jeśli jesteś ojcem to jesz ostatki, jeśli pies coś zostawi, a jeśli jesteś matką to jesz, jeśli coś ugotujesz. No chyba, że się w życiu nieco powodzi i wjeżdżają pudełeczka, albo inne lunczyki czy to na Browarach Warszawskich, czy innym Starym Browarze w Poznaniu. Właściwie nie ma to znaczenia, bo czas wszystkich nas równo ciacha i jedzie z nami króciutko, jeden po drugim.

Trzydziestolatek stojący przed znakiem „30”, kontrast młodości i dorosłości – po lewej beztroskie wakacje, po prawej Warszawa, rachunki i codzienne obowiązki, metafora wejścia w trzydziestkę.

No i co? TRZYDZIECHA. Stoimy jak te zdziwione jeże i zastanawiamy się co zrobić z naszym życiem. Przecież jeszcze 10 czy 5 lat temu zakładaliśmy, że w tym miejscu będzie dom, dwójka doskonale czytających czterolatków, pies i ALL INCLUSIVE 2x w roku. Wyszło jak wyszło. Jednym lepiej, drugim gorzej, innym wcale. Matka z ojcem, jeśli z nimi nie mieszkasz, jeszcze po chichu liczą, że może coś z Ciebie będzie, a jak zostało kaczątko z rodzicami i nie wyfrunęło do ciepłych niemieckich landów, to kaplica. Nie pozostaje nic innego jak wegetacja. Od kuponu do kuponu w appce Lidla, tudzież Biedronki. Raz na dwa tygodnie Proseczino, Winiacz z Matko Bosko, czy inna Łycha wieczorem, zależnie od preferencji. Absolutnie brak chęci na zmianę czegokolwiek. Te gnoje na tiktongach mają pieniędzy z kosmosu, na Instagramie same doskonałe życiorysy, nie ma miejsca na nas, zwykłych szarych i przeciętnych ludzi.

Wraz z pierwszą wiosną pojawią się subtelne podrygi walki o godną wegetacje. Może siłownia? Może obrzydliwy zielony koktajl, który ma sprawić, że Twój organizm drogami wyjściowymi pozbędzie się wszelkich spożytych toksyn. Może szefowi wygarnąć i wyjść z tego pierdolnika ostatni raz bez oglądania się za siebie. Może tak, może nie. Tylko… czy tak musi być? Absolutnie nie, ale w wielu przypadkach tak będzie. Czy to źle? Chyba nie. Chyba, bo chociaż uważam się za rozsądnego gościa, to wciąż mam w głowie słowa Łony „mam wątpliwości”. Może dlatego, że powinno się je mieć, a może dlatego, że tak jest wygodniej, bo przecież jeden rabin powie tak, a drugi całkowicie inaczej. Tak czy siak, przeciętności bać się nie trzeba, wstydzić tym bardziej. Wakacje na Dominikanie pewnie są świetne, ale te na rodzimych RODOS z bąbelkami wcale gorsze być nie muszą, bo wreszcie dostrzegasz jeszcze jedną wartość. Chociaż może nie jest ona materialna, nie pozwoli Ci kupić Levisów, to nareszcie rozumiesz czym jest czas.

Kończąc trzydzieści lat kumasz, że minęło już tak wiele a zrobiłeś tak niewiele, a na pewno nie wszystko na co była ochota i chęć. Zawsze było coś za drogie, za trudne, za bardzo specyficzne, zbyt mało realistyczne. Ale ta 3 z przodu sprawia, że przestajesz wreszcie tak o tym myśleć. Bo czy coś robisz, czy nie, czas płynie. Wciąż tak samo szybko, nieubłagalnie i brutalnie. Znika i nie wraca, jak zagrana „Głucha noc” na ostatniej szkolnej dyskotece. Po trzydziestce przestajesz się bać, wstyd jest tak jakby mniejszy, zagadywanie do ludzi w kolejce po pierś z kurczaka XXL w promocji nie jest już takie przypałowe. Wątroba nie taka, ale właściwie po co chlać? Na drugi dzień we łbie dzwoni, szumi a żołądek jest wzburzony jak restaurator w górach, czy nad morzem, gdy nie chcesz zapłacić 35 zł za pieprzone jajka ściółkowe na śniadanie. Piękny czas przed Tobą, ten bunt może nie będzie taki głośny jak w szkole średniej, czy na studiach, może wcale nie będziesz odwiedzać wszystkich festiwali i całować się z nieznajomymi. Ale będziesz skutecznie, krok po kroku, robić to co żywnie chcesz. Bez oglądania się na to czy ktoś patrzy, czy się krzywi, czy mu to specjalnie pasuje. Muszę przyznać, że dopiero teraz stwierdzenie „jebie mnie to” nabiera ustawowej mocy i sprawczości.

My, współcześni trzydziestolatkowie usiłujący zerwać łańcuchy, którymi próbowało związać nas pokolenie naszych starych. Próbujemy bardziej niż ktokolwiek przed nami być. Być rodzicami, być obecnymi, być sobą, cokolwiek to znaczy. Jesteśmy pokoleniem przegrywów i zwycięzców jednocześnie. Nikt nie musiał ogarnąć takich transformacji jak My, od analogii do cyfryzacji. Średnio koniec świata co 4 lata. Milenium, przepowiednie, zaraza. Jeśli nadal, po tym wszystkim, myślisz żeś jest cienki Bolesław. To Ci mówię, jeśli tak uważasz, pamiętaj że Bolek jest pierwszym królem Polski. Czaisz? Pierwsi zawsze mają ciężko. To oni muszą zrobić mapę GPS dla kolejnych. No a skoro szukasz, to możesz się czasem zgubić. To normalne, takie jest życie, a skoro udawało Ci się za gnoja unikać dupą fruwających pasów, czy kabli od prodiży… to i teraz dasz radę.

I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to, żeby było wielkie, głośne i instagramowe, tylko żeby było Twoje. Żebyś wiedział, dlaczego wstajesz, dokąd idziesz i po co w ogóle się jeszcze czasem wściekasz podnosząc brew. Trzydziestka nie jest końcem ani przegraną — jest momentem, w którym przestajesz się oszukiwać, że jeszcze masz nieskończenie dużo czasu. I to nie boli, to porządkuje. Bo od tego momentu każda decyzja jest już bardziej świadoma, a każde „nie” waży więcej niż wszystkie wcześniejsze „tak”. A reszta? Reszta jakoś się ułoży. Jak zawsze, bo kto jak nie MY?

Cześć, to byłem ja, Adrian.

Kto pisze?

Adrian Kwiatkowski

Kiedyś Łodzianin, obecnie warszawski słoik a tak naprawdę Tomaszowianin. Towarzyski ale introwertyk, zły ale dobry. Po prostu chodząca sprzeczność.

Leave a Comment

Connect with Facebook

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

/* ]]> */