Technologia

Gracze – Królowie Jednego Dnia

Written by Adrian Kwiatkowski

Właśnie zakończył się IEM Katowice, czyli największe wydarzenie dla graczy w Polsce i jedno z największych na świecie. Pomimo tego, że z przyczyn osobistych nie wybrałem się w tym roku na ten festiwal wirtualnej rozrywki i męskiego oka (sprawdź w wyszukiwarce czym są cosplay’e) to postanowiłem Ci powiedzieć dlaczego zawodowi gracze jeszcze długo nie będą osobistościami powszechnie znanymi, nawet takimi jak Frytka, czy Trybson.

Branża gier towarzyszy mi od zawsze, odkąd pamiętam jestem graczem, nawet  nienajgorszym, gry są mi obecnie bliskie zawodowo, pomagam również bratu, który jest streamerem i pewnie za 2-3 miesiące uda nam się przegonić jego projektem mojego bloga. Co w zasadzie mnie cieszy, bo czego się nie tyknę w mediach społecznościowych to osiąga sukces. Po co o tym piszę? Bo chcę Cię uświadomić, że ten tekst nie będzie pochodził od osoby, która postanowiła coś pogderać, bo ma bloga. Znam realia, wiem jak jest.

lan

Tak więc czego brakuje graczom? W Azji niczego, tam są gwiazdami, fani ich wręcz ubóstwiają, powstają nawet specjalne szkoły, które mają ‘szkolić’ coraz to lepsze pokolenia wirtualnych mistrzów, którzy zarabiają realną i całkiem konkretną kasę. Przypomnę, że na polskim IEM Katowice główna wygrana w grze Counter-Strike: Global Offensive (dla niewtajemniczonych: takie pif paf) to było 100 000$, a łączna pula nagród w League of Legend przekroczyła 183 000$. Co jest więc nie tak? Czemu np. w Polsce zawodowi gracze będą ‘medialnymi cieniasami’? Składa się na to wiele czynników, przede wszystkim niewiedza i niekompetencja starych mediów, które uważają tego typu dyscypliny sportowe za rozrywkę dla dzieciaków, zapominając, że ktoś te gry dzieciakom kupować musi i często sam w nie grywa.

Winne jest też środowisko (czyt. kibice, organizatorzy imprez), które sprawia, że samo widowisko nie prędko pojawi się w całej okazałości w telewizji, dlaczego? O ile imprezy lanowe (czyli takie, gdzie rozrywka ma miejsce w wewnętrznej sieci, wszyscy zawodnicy są w 1 budynku) nie są narażone na czynniki zewnętrzne, takie jak ataki ddos (utrudnianie łączności z serwerem – częste zjawisko w CS:GO), tak w turniejach online jest to na porządku dziennym. Jak wszyscy wiemy czas antenowy jest bezcenny więc telewizja nie może sobie pozwolić na takie jaja. Wcześniej wspomniane lany też borykają się z wieloma problemami, głównym jest oczywiście terminowość, rozgrywki się przeciągają, gracze się gubią, mecze potrafią mieć godzinę i więcej opóźnienia.

Na sam koniec winni są sami gracze. Powód? Bardzo błahy, nie dbają o siebie. Typowa gwiazda, która ma największe szanse zaistnieć szerzej jest charakterystyczna, gracze często są hermetyczni, nie otwierają się na inne doznania, potrafią się wypowiadać na temat swojej dyscypliny (gry, w którą grają) ale dalej jest tylko gorzej. Na dodatek ich aparycja często pozostawia wiele do życzenia, chociaż w Polsce widzę znaczną poprawę w tej kwestii (pozdro Jarek Pasha i scena CS:GO), jednak oceniając ogół nasuwa się jeden wniosek. Zawodowcy nie dbają o to jak wyglądają. To smutne, bo nie zdają sobie sprawy jaki potencjał beztrosko porzucają.

Chociaż za nie jednym zawodowym graczem, zagrajmerem (taki człowiek, który wrzuca filmy z gier na youtube) oraz streamerem chodzi masa dzieciaków, łasi się na autografy i zdjęcia, to ta branża jeszcze długo nie wyjdzie z cienia jeśli te kilka rzeczy, o których wspomniałem nie uda się zmienić. Póki co gracze, gwiazdy świata gammingu zostaną Królami Jednego Dnia.

Nie, Youtube nie zabił telewizji i długo jeszcze tego nie zrobi, więc to ona nadal ma pierwszeństwo w produkcji najbardziej rozpoznawalnych gwiazd.

Autorem zdjęcia w tle jest Michael Mol

  • Katarzyna Gil

    Dobry tekst, może do niektórych dotrze to, że ‚gejmerzy’ to niekoniecznie chore psychicznie osoby, które trzeba koniecznie wysłać do psychiatry bo inaczej za parę lat wezmą kałacha i pozabijają w najbliższym otoczeniu ludzi 😀 „bo im się pomylą światy” 😀 hahah… btw za rok mam zamiar pojechać na taką imprezkę, już zacznę obmyślać za kogo się przebiorę ;]

  • Winni są sami gracze. Panowie po prostu nie czują się gwiazdami, ale przecież nie muszą tak się czuć, żeby wyjść i pomachać do czekających na nich fanów. Ja szczerze powiem, że bardzo się zawiodłam – osoby znane z youtuba chodzili luźno wszędzie, byli mega otwarci i robili sobie tysiące fotek ze swoimi widzami. Byli dostępni dla każdego. Bo takie imprezy także od tego są, by podziękować kibicom/fanom za doping a subskrybentom za oglądanie, lajkowanie i coś tam. Jeżeli chodzi o graczy, to jedyną osobą która na chwilę wyszła do kibiców był Taz. W otoczeniu JEDNEJ osoby pokazał się na widowni i od razu został okrążony przez tłum ludzi. Nikt go nie taranował, nikt nie był nachalny czy niemiły, nie było się czego bać. Dał sobie przybić piątkę i cyknąć zdjęcie. Gdzie była reszta? Skoro nie zakwalifikowaliśmy się do finału, czy nie można było wyjść do fanów, którzy często jechali po setki kilometrów by kibicować swojej drużynie? Ja wiem, że po porażce łatwiej się schować w lisią norę i udawać, że nas nie ma, ale przecież nie o to chodzi, a wierni fani i tak wybaczają. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe i niestety smutne. Zamykanie się na kontakt z widzami na najważniejszej imprezie gamingowej w Polsce, to jak pokazanie nam faka prosto w twarz. Wychodzenie z założenia że szybki wpis na fejsie wystarczy jest oznaką, że Panowie się w nowej rzeczywistości nijak nie odnajdują. Kibic powinien dawać drużynie siłę w postaci dopingu, a esportowiec w jakiś sposób się za ten doping odwdzięczyć – chociażby 5 minutowym wyjściem i powiedzeniem od siebie kilku słów. Przecież to tak niewiele kosztuje a jak dużo zmienia. Nie tędy droga, Panowie.

  • Byłem na IEM’ie rok temu i 2 lata temu. W tym roku też odpuściłem. Nie zapomnę do końca życia tego czekania przez 4 godziny w kolejce, do tego w zeszłym roku na deszczu. Swoją drogą, ciekawe zjawisko, że jak już wszyscy razem stojąc przez tyle godzin w kolejce i moknąc razem na deszczu nagle wszyscy stają się dookoła najlepszymi znajomymi, śmiejąc się ze wszystkiego. 🙂

    PS: Jak już udało nam się wejść, bluza schła mi do samego wieczora…

  • czajniczek.blogspot

    Pisałam licencjat o graniu/grze/graczach. Boże Drogi! Jakie to są emocje! Pamiętam, jak nie mogłam sobie odpuścić turnieju, a mecz leciał, żyć trzeba (czyt,myć się, jeść itd.) i nawet w wannie siedziałam z laptopem, żeby oglądać. O 3 w nocy się wstawało, bo mecz! Promotor nawet wiedział, jaki patch wyszedł w noc przed obroną ;).
    Ale nie każdy podziela te emocje i nadal słyszę, że gry są dla dzieciaków i to tych głupich co piłki kopać nie potrafią. Kasa z wygranych turniejów, to oczywiście też głupota, bo by się za porządną robotę lepiej wzięli.

  • Jeżdzę na IEM co roku i jest to jedyny z eventów na które nie mogę się doczekać! Jedynym minusem jest to że trzeba kupić bilety żeby zająć dobre miejsca!