Technologia

Blogerzy to sprzedajne k.

Written by Adrian Kwiatkowski

Kiedyś chwaliłem się wam na facebooku jak duży entuzjazm wywołała u mnie sytuacja, w której siedząca 5 metrów ode mnie kobieta miała na swoim laptopie otwartego mojego bloga. Dzisiaj miałem okazje podsłuchać rozmowę 3 gości, którzy przerzucali się faktami mającymi potwierdzić, który bloger jest najbardziej sprzedajny.

Najbardziej zarobił Kominek, jego gęba jest znana, więc niespecjalnie mnie to dziwi, że zazwyczaj on zarabia najwięcej strzałów. Zdziwiłem się jednak dopiero, gdy usłyszałem nazwę mojego bloga, skończyłem się ponoć – ale ja się jeszcze dobrze nie zacząłem. Mnie próbowano dojechać tym, że zastanawiałem się kiedyś na facebooku czy nie wprowadzić dobrowolnych dotacji na rzecz serwera, bo ten powoli przestaje dawać radę. Gdy padły te sformułowania postanowiłem zręcznie przyłączyć się do dyskusji.

Prawdopodobnie tylko jeden z rozmówców zorientował się, że to JA (sprzedajny, nieznany nikomu bloger), przynajmniej tak mi się wydawało, od razu się wycofał i można powiedzieć, że nie brał już udziału w dyskusji. Głównym pytaniem, które zadałem to co złego w tym, że bloger zarabia na swojej pracy, bo nie oszukujmy się blogowanie to praca, zresztą pisałem o tym m.in. tutaj. Usłyszałem argumenty takie jak:

  • blogować powinno się z pasji, nie dla pieniążków
  • bo napisać parę zdań każdy potrafi

Tak więc dostałem standardowy pakiet odpowiedzi na to pytanie, które można z łatwością obalić, bo dlaczego piłkarz może zarabiać na swojej pasji a bloger nie? Dlaczego malarz może a bloger nie? Nie każdy potrafi skleić "kilka" dobrze wyglądających zdań, do tego jeszcze mniej osób potrafi dobrze sprzedać swoją myśl. Ta druga umiejętność jest naprawdę rzadko spotykana, więc nie widzę żadnych przeciwwskazań aby ktoś mógł spieniężać swój talent. Jednak nie sposób się zgodzić z tezą, że blogerzy są sprzedajni, problem tkwi w tym, że to stwierdzenie tyczy się zazwyczaj małych i średnich blogerów, którzy biorą wszystko jak leci bo "druga taka okazja" może się nie przydarzyć. Ja jakoś wyparłem ze swojego umysłu informację, że trzeba brać wszystko, więc widać da się. Jednak puszczalstwo blogosfery ujętę jako całość jest moim zdaniem zdecydowanie przesadzone co nie znaczy, że kilku asów by się nie znalazło.

Panowie podczas rozmowy wykazali brak elementarnej wiedzy na temat tego co bloger musi wiedzieć i potrafić by osiągnąć sukces, typowe w Polsce. Mamy tendencję to oceniania wszystkiego jak leci, nawet jeśli nie mamy o tym zielonego pojęcia. Facebooka przecież ma każdy, fanpage można założyć w 3 minuty a pisać umie już dziecko w podstawówce.

Po dłuższej i bezowocnej konwersacji przedstawiłem się chłopakom, kto ja jestem i gdzie piszę, zaproponowałem im, że mogą wyrazić taką opinię szerzej a ja im w tym chętnie pomogę, chciałbym to skonfrontować z szerszym odbiorcą, bo jestem ciekaw reakcji ludu. Byłem skłonny zostawić nawet numer telefonu aby się do mnie odezwali albo chociaż mail, niestety skończyło się na tym, że to bez sensu bo blogosfera to kółko wzajemnej adoracji. Fajnie, tylko że osobiście rozmawiało ze mną 2 blogerów, kilkoro ponoć mnie lubi (to chyba moje kółko) a z resztą nie rozmawiałem. Strasznie irytujące są uogólnienia, wiem o tym bo sam je czasem stosuję w tekstach, gorzej jak ktoś Cię najpierw wymienia z "imienia" a potem strzela ogólnikami i nie potrafi ich odnieść do Ciebie.

Niestety nie udało mi się namówić moich rozmówców do tego by podzielili się z wami swoimi tezami, szkoda. Liczę jednak, że może tutaj wejdą i podejmą dyskusję, chociażby w komentarzach, ja nie mam nic do ukrycia i chętnie pogadam.

Do was moi czytelnicy zwracam się z dość konkretnym pytaniem, jak widzicie blogosferę ogólnie? Jest sprzedajna, sypie się jak leśne ssaki przy drogach krajowych? Wreszcie czy ja się sprzedałem? Chciałbym usłyszeć jakieś argumenty jeśli uważacie, że spokojnie mógłbym stać w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie i dawać tam dupy.

  • Marcin Fige

    Blogosfera z założenia jest sprzedajna. Nie jest ku*wą, czy alfonsem. Blogi mają zarabiać i jeżeli znajdzie się ktoś, kto zechce wyłożyć pieniądze na taką formę reklamy, to idiotyzmem byłoby nie skorzystać.

    Dla mnie jednak, jako dla reklamodawcy istotne byłoby poznanie blogera i zmierzenie jego realnej „siły”. Nie chodzi o ilość fanów na fb, subskrypcji na YT czy komci pod tekstem. Każdy z nas zna przynajmniej jednego znajomego, który ma większą siłę przebicia od innych. I ja chciałbym u takiej osoby się zareklamować. Większość firm wysyła propozycje współpracy do wszystkich jak leci, byleby zasięg się zgadzał. IMO blogosfera przetrwa tylko dzięki autentyczności. Tomka Tomczyka nie trawię z kilku powodów, inni wzbudzają moje zainteresowanie/podziw. Różnie bywa.

    Podsumowując. Skoro człowiek (bloger) ma być marką samą w sobie i ma promować czyjeś produkty to musi być sprzedajny. Nie wierzę w to, że proponując komukolwiek 100.000 zł za kilkudniową kampanię promującą najobrzydliwszy napój na świecie, ktokolwiek by odmówił 😉

  • alana

    A więc, miałam okazje poznać bardzo prywatnie Panią która prowadzi blog dzieciowy. Zniechęciła mnie na maksa swoim sposobem przyciągania sztucznych czytelników żeby biznes się kręcił. Prosiła prywatnie koleżanki by robily sztuczny tłum żeby sponsorzy chcieli inwestować w jej blog. W zamian dostawały larytaski przez organizowane sztuczne konkursy które były z góry ustawione. Swoje dziecko kocha na pewno o którym tak namiętnie pisze ale dziecko jest tylko przedmiotem jej biznesu. Co będzie jak dziecko urośnie. Dodam że sposob pisania mnie nie powolał. Pani na blogu przesłodka do bólu a prywatnie wulgarna nie kulturalna osoba która nie mogła sobie poradzić z jaką kolwiek krytyką i nienawidzila osob które nie uczestniczą w życiu jej bloga. Jedną osobę ostro zbluzgała od niedorozwiniętych za sprzeczna opinie niż jej oczekiwania.

    • Ja się osobiście boję niektórych blogów parentingowych. Co innego, jeśli na początku był blog, jakiś lifestyle, a potem siłą rzeczy jest trochę o dziecku. Co innego, jeśli ktoś robi z dziecka lalkę, żeby zarobić na blogu.

      • A ile znacie tych blogów parentingowych, że aż tak brutalne opinie?

        • Nie wiem, czy można moją opinię nazwać brutalną, po prostu zastanawiam się, na ile chciałabym w ten sposób wpływać na mentalność dziecka i co jest przyczyną, a co skutkiem.
          Znam byłam na topowych, średniotopowych i małoznanych – jeśli to coś zmieni.

  • FammeFatale

    O jej… O to Polska nasza cała. Każdy z nas jest na swój sposób sprzedajny. Nie ma się czego wstydzić, nie ma się czemu dziwić i nie ma powodu by tego nie robić. Jak ktoś jest w czymś dobry, to czemu ma na tym nie zarobić. W takich czasach żyjemy…

  • Zazdrość się wylewa i tyle. Tak naprawdę to czekam, aż w portalach społecznościowych w zakładce zawód, będzie można wybrać słowo bloger, chyba jeszcze tak się nie da.

  • Agata Caroline Bochno

    Blogosfera jest tak gigantyczna i rozległa, że ciężko cokolwiek powiedzieć. Jakiś jej procent jest „sprzedajny”, ktoś na tym zarabia. Ja się od wielu lat obracam w takiej sferze blogosfery na której nikt nic nigdy prawdopodobnie nie zarobił, a zasięg jej i zainteresowanie jest naprawdę ogromne. W ogóle dla mnie „zarabianie na blogu” jest pojęciem abstrakcyjnym i sztucznym. Rozumiem, że to zarabianie polega na tym, ze różne firmy zamieszczają tam swoje reklamy? Ja uciekam z blogów, które mają reklamy, bo te mnie zwyczajnie wkurzają. Blog jest jak ciekawa gazeta, wchodzi się tam i czyta ciekawostki, ale jeśli co dwie strony jest pięć stron reklam to się odechciewa.
    Nie jesteś, Kwiatku sprzedajny raczej, bo niby co, gdzie i jak sprzedałeś? Z całej znanej blogosfery kojarze Kominka, ale to też przez przypadek. Na Ciebie trafiłam w tak pokrętny i randomowy sposób, że az ciężko mi go odtworzyć 😛 Wniosek? Nie jesteś sprzedajny XD

    • W gazecie są jeszcze artykuły sponsorowane, które udają, że nie są reklamą, a człowiek nawet nie wie, że właśnie został wystawiony na działanie sugestii 🙂

  • Jak stworzyć plotkę z rzetelnej informacji?

    „Po dłuższej i bezowocnej konwersacji przedstawiłem się chłopakom (…) Byłem skłonny zostawić nawet numer telefonu aby się do mnie odezwali albo chociaż mail…(…) 😉

    Kończysz się 😉

  • Julia Wąsicka

    Blogi odkąd stały się modne, są coraz bardziej… monotonne. Dominują głupoty i plotki, newsy z życia gwiazd, moda i masa amatorskich „X photography”, przez które ludzie chcą zaistnieć w świecie.

    Powiedziałem.pl to jeden z naprawdę nielicznych blogów, które czytam regularnie. Ciekawe sytacje, interesujący światopogląd, przydane porady, często wnioski i podsumowanie sytuacji. Ciągle coś nowego i ciągle coś interesującego. Jeśli przynosi dochody – to dobrze. W końcu za poświęcony czas należy płacić. Byle nie dopuścić do sytuacji, kiedy pieniądz będzie ważniejszy od treści 😉

    A hejterzy są i zawsze będą. Zazwyczaj są to ludzie, którym się nie powiodło, dlatego życzą innym tego samego.

  • Nie unikniemy generalizowania. Ty i tak miałeś dużo szczęścia, że usłyszałeś taką rozmowę i mogłeś wziąć w niej udział. W zdecydowanej większości przypadków nie mamy żadnej szansy, żeby zdementować nieprawdziwą informację.
    Ważny jest umiar. Tak jak po portalu naćkanym reklamami pod każdym guzikiem, każdym słowem trudno się poruszać, tak trudno znieść bloga, który jest niekończącą się kampanią.
    Są takie strony, na których (głównie) laski żebrzą o próbki wszystkiego i jedynym ich zajęciem jest konsumowanie tego wszystkiego, co im ktoś rzuci. Dla mnie to nie są w ogóle blogi.
    W większości przypadków ci najwięksi zawistnicy nazywający blogerów sprzedajnymi zwyczajnie zazdroszczą. Blogerem może być ktokolwiek, nie trzeba tego studiować, zdawać egzaminów, odbywać praktyk, a można zarobić. Jeśli ktoś nie ma narzędzi ku temu, zwyczajnie się wkurwia, że ktoś inny może, a on nie.
    Dla mnie idealną sytuacją jest, gdy bloger jednak nie stara się wiązać końca z końcem za pomocą bloga, bo wtedy może zwyczajnie zatracić umiar.

  • Oczywiście, że się sprzedałeś. I skończyłeś się na „Smoke on the water”. Oh, wait, to nie Twoje? 🙂

  • Ktoś robi coś dla kasy – Takiego można nazwać sprzedajnym.. Jeżeli ktoś robi coś z pasji, a dodatkowo ma okazję zarobić? Czemu nie! Super sprawa, takim mogę życzyć jedynie powodzenia, nie wiem w czym problem.