Sex & Emocje

Ile rozpaczać po rozstaniu?

Written by Adrian Kwiatkowski

Pogodynki odbyły wreszcie udany taniec deszczu, od 3 dni zapowiadały ulewy i burze, miało to nastąpić przedwczoraj – nie było, wczoraj – słońce nas nie oszczędzało ale dziś, dziś im się udało. Leje, grzmi, jest szaro ale nie ponuro. Po takich upałach deszcze są nawet pozytywnym aspektem ale skoro grzmoty, skoro błyskawicę to przyszedł mi do głowy pomysł na tekst. Zastanawialiście się kiedykolwiek ile tak właściwie powinno się cierpieć po rozstaniu?

Ja też nie, pewnie dlatego, że jeśli mi takie coś się zdarza to lamenty nie trwają dłużej jak miesiąc. Gdy zostajesz na lodzie znajomi mówią Ci, że będzie dobrze, że musisz z tym żyć, to nie koniec świata ale jak nie koniec? Jak właśnie pewien świat się skończył, kraina was dwojga legła w gruzach, być może była źle zarządzana albo najechała na nią jakaś ogrzyca i namieszała. Jeśli był to naprawdę długi związek i wg. Ciebie prawie idealny to zapewne siedzisz i stękasz, nie jesz, nie wychodzisz do ludzi, czekasz aż ktoś cokolwiek z Ciebie wykrzesze. Nie rób tego, działaj.

No dobra ale ile?

No dobrze stękanie, stękaniem ale co z tym czasem, ile powinno to trwać? Nie dłużej niż 30 dni, dlaczego? Prawda jest taka, że swoje trzeba przecierpieć, przemyśleć, dać sobie czas na pogodzenie z zaistniałą sytuacją. Dla niektórych będzie to płacz i kilkudniowa wegetacja w domu, dla drugich mocne alkoholowe wycieczki. W moim przypadku kończyło się na rozmyślaniu what the kurva fuck? Sporo rozmyślam ale nie zamykam się w czterech ścianach, wychodzę do ludzi. Ogólnie aktywność towarzyska pozwala łatwiej przejść przez ten okres. Wracając jednak do wegetacji, wpierdzielanie ton jedzenia, picie wina, piwa, wódki i czego dusza zapragnie to nie powinno być dłuższe niż kilka dni, max tydzień. Szkoda wątroby dla kogoś kto ma Cię w dupie, nie sądzisz?

Skoro już wegetacja została zakończona to teraz czas na całkowitą akceptację zaistniałej sytuacji, oczywiście widok byłego partnera czy partnerki z nową ‚drugą połówką’ wkurwi nas przepotężnie, serce zacznie łomotać, może nawet zaczniesz się pocić ale chodzi o to by w takiej sytuacji móc sobie powiedzieć w myślach, dobra to się wal na ryj. Nie ma takiej opcji żeby przejść obok tego obojętnie, jeśli tak jest to ten związek nigdy nie był istotny w Twoim życiu. Na mogące się pojawić w tym miejscu głosy, że powinno się rozstawać w pokoju, zostawać przyjaciółmi odpowiadam w ten sposób. Rozstanie pokojowe to takie, w którym obie strony podejmują taką decyzję, bo coś się wypaliło, bo cokolwiek ale nie w przypadku gdy ktoś kogoś zostawił od tak, nic nie mówiąc lub co gorsza zdradzając. Nie znam jeszcze pary, która rozstała się w takich relacjach ale może za krótko żyje na tym świecie. Wracając jednak do głównego tematu to akceptacja tego co się stało może chwilę trwać, w moim przypadku to tydzień, dwa. Krótko, długo? Nie wiem, nie mam zwyczaju stękać i marnować czasu.

Wykorzystane mamy 21 z 30 dni. Co więc z tymi 9 dniami? To jest czas na wszystko, na udowodnienie sobie, że dla innych osób jesteśmy atrakcyjną partią, to czas na odżycie, wczucie się w status singla, bo nie ma co ukrywać jest on zdecydowanie inny niż bycie w związku. Możemy więcej, nie musimy się nikomu spowiadać. Wszystko wedle własnego uznania ale i zdrowego rozsądku.

Pamiętaj, że nie ma sensu rozpaczać i marnować swój cenny czas. Nie błagaj, nie poniżaj się, nie proś o powrót, nie deklaruj akceptację rzeczy nieakceptowalnych, pozostań człowiekiem a nie popychadłem.

  • Krystian

    Do wszystkiego się zgodzę oprócz powrotu do siebie. Bo czasami bywa tak, że rozstanie może pomóc partnerom w zrozumieniu siebie i uświadomieniu pewnych rzeczy. Oczywiście jeśli to nie jest któreś tam z kolei. Wtedy to już naprawdę jest coś na rzeczy i nie ma sensu powrotu. Tak samo nie rozumiem typów, którzy tuż po dostaniu kosza, lub odrzuceniu po jakimś tam czasie w związku, albo walą tony smsów z przeprosinami, albo lecą do tej dziewczyny jak psy i proszą o wybaczenie. Najlepiej jest ochłonąć, mężczyznom jest łatwiej przez to że nie są tak emocjonalnymi istotami jak kobiety. Ale gdy oboje widzą sens w powrocie, widzą nadzieję na lepsze jutro i światło w tunelu, to jestem za. Chociaż bywają sytuacje, w których kategorycznie nie powinno się wracać jak np. zdrada. No ale jak ktoś wybierze sobie za partnerkę/partnera durną kurwę/ciotę bez zasad ( bo dla mnie facetem to on już nie jest ) to niech ponosi konsekwencje. Kolejnym razem nauczy się i może pozna wartościową osobę. Pozdro dla tych porządnych! Szacuneczek! Dla facetów i kobiet!

  • Krystian

    Najważniejsze to wylać z siebie te złe emocje, pożalić się, poryczeć jak bóbr. Potem pogodzić się z faktem i zacząć żyć. Coś się kończy, coś się zaczyna, więc nie ma się co załamywać, tylko być optymistycznie nastawionym do życia i mieć nadzieję, bo dzięki temu będziemy dążyć podświadomie do celu. A czas pozostawmy w idywiduum danej osoby. Każdy przeżywa inaczej ;) Btw. idę robić kurczaka !

  • Im dłużej się zwleka, tym potem jest coraz gorzej się ogarnąć. Ja osobiście, mimo całej mojej ogromnej wrażliwości, nie rozpaczam po rozstaniach, nie krzyczę, że zawalił mi się świat i życie straciło sens. Jakoś to dziwne, trochę chore. I zgadzam się z Tobą, 30 dni to taka optymalna opcja, może do 40, jak to była nie wiadomo, jaka wielka miłość. :D

    • Krystian

      Jeżeli dla kogoś ta osoba była CAŁYM ŻYCIEM, nie posiada żadnych pasji, celów i ogólnie uważa ją za pępek świata, to nie dziwię się że mogą ich dopadać jakieś skrajne emocje, przez to że już nie mają czego robić i z kim we własnym życiu :D

  • Dariusz

    Na początku – zależy, czasem zaskoczenie, potem proporcjonalnie do długości związku okres szoku i niedowierzania, zwłaszcza jeśli człowiek naprawdę się starał, stawał na głowie aby ukochana osoba miała WSZYSTKO. I zaraz chmura przeszywających duszę myśli. Skąd taka decyzja? Co ze mną jest nie tak? Po kilku dniach narastająca niechęć do tej osoby. Pomijając fakt, że ta druga osoba była rzeczywiście aniołem i głównie mnie należy winić za rozpad związku…
    Jak najwięcej czasu między ludźmi. To podstawa. Najlepiej starzy znajomi. Tacy, którzy nas zrozumieją. Z którymi można wypić i wyrzucić z siebie to co nas krępuje. Czasem jednak człowiek chce pobyć trochę w samotności. W tym momencie szukam sobie zajęcia – ciężka praca fizyczna, jakiś sport albo coś innego co pozwala odrzucić od siebie wszystkie te negatywne myśli. I oczywiście MUZYKA.
    Potem łatwiej już przemówić sobie do rozsądku. I usłyszeć to, co nam w kółko powtarzają znajomi. Stało się – trudno. Czasu już nie cofnę. Kobieta nie jest dyskiem twardym, nie wcisnę jednego guzika który sprawi że zniknie wszystko to co niepotrzebne. Tego kwiatu jest pół światu. Nie warto tracić czasu na dołowanie się. Oczywiście głupotę zwaną samobójstwem tylko dlatego, że ktoś nas nie chciał z wiadomych względów pomijam… W głowie pojawia mi się obraz najbliższych, szczególnie rodziców. Gdy byłem mały, nie po to stawali na głowie i robili co mogli, żeby nie brakowało mi niczego, żebym wyrósł na dobrego człowieka, żebym teraz miał to wszystko zniszczyć jedną decyzją, czy to tamtej osoby, czy też własną. Kumplom będących w takiej sytuacji życiowej mówię: „Weź się za jaja. Zamiast się zamartwiać czy upijać już n-ty dzień idź do kwiaciarni, kup mamie kwiatka i powiedz jej że ją kochasz. Kiedy ostatni raz jej to powiedziałeś?”
    Po ok. 20 dniach człowiek wraca do siebie. Pojawia się obojętność, nadal jednak krucha i niwelowana widokiem drugiej połówki, szczególnie z kimś następnym. Jeśli się ją spotka, warto pokazać klasę, powiedzieć „cześć!”, jeśli trzeba zamienić parę słów i odejść w kierunku własnych spraw. Gdy na siłę próbuje zwrócić na siebie uwagę – uśmiechnąć się do siebie, powiedzieć: „Ona tylko pragnie wzbudzić u mnie zazdrość, chce żebym cierpiał. Nie dam się tak łatwo ;)”. Na ogół taka sytuacja powoduje, że człowiek staje się psychicznie silniejszy, uodporniony na taką osobę.

  • Paulina

    Komentarze do tego wpisu dają wiele do myślenia, ponieważ sama przechodzę przez ciężki okres zwany „Wzięciem się w garść” po rozczarowaniu jakie mnie spotkało… Piszecie, że u Was trwa okres „ogarnięcia się” około 30-40 dni… Z racji tego, że jestem kobietą, mam nadzieję, że u mnie nie będzie to trwało dłużej i w końcu podniosę się i powiem „A co mi tam, jestem wartościową osobą, będzie jeszcze szansa nie jedna na odnalezienie mojego szczęścia.” W tej chwili jest straszna katorga, męka oraz zadręczanie się oraz obwinianie…
    Kwiatek, dobrze, że dajesz takie wpisy, bo dzięki temu poczułam się trochę lepiej…

  • Sławek

    Ku*wa takiego wpisu mi właśnie brakowało.. idealnie pasuje do mojej obecnej chociaż już przestarzałej sytuacji.. u mnie czas ogarniania przedłużył się do 2 miesięcy.. tzn po ponad miesiącu było w miare ok, dopóki się nie najebałem i nie spotkaliśmy się na przypadkowej domówce. Moja sytuacja też sie trochę różni, ponieważ był to mój pierwszy tak intensywny i konkretny związek.. nie trwał za długo ale przez ten czas idzie na prawde uzależnić się od drugiej osoby, która nagle zrywa z Tobą kontakt.. to facetowi może rozkurwić umysł, myślówy, emocje, pytania co i jak sie spierdoliło.. to odbiło się konkretnie na mnie, ale wyciągnałem wnioski, zwarłem poślady i jade dalej.. podoba mi sie w takich sytuacjach to, że zawsze wystrzelam do przodu i skupiam się na swoim samorozwoju i poprawianiu ewentualnych wad. Dzieki wielki, pozdrawiam i 3majcię się w takich sytuacjach.. na pewno pomoże wyjście do ludzi i sport.. dużo sportu !

  • Ja w poprzednim związku byłam półtora roku i choć nie chcę nic złego mówić na temat byłego chłopaka i samej relacji, to oboje moglibyśmy przyznać, że do siebie zupełnie nie pasowaliśmy. Rozpaczałam miesiąc (pewnie trwałoby to dłużej, ale byłam zmęczona). Drugi miesiąc po rozstaniu postanowiłam spędzić na wychodzeniu do ludzi, rozwijanie pasji. Nawet nie zauważyłam kiedy mi przeszło. Nie dlatego, że ten związek nic dla mnie nie znaczył, ale naprawdę bardzo chciałam wrócić do normalnego życia i – jak widać – znakomicie mi się to udało :)

  • Marlena

    Rewelacyjny tekst~!!!!!!

  • M M

    Ja rozstałem się ze swoją ex bezboleśnie, no ba! nawet dalej jesteśmy przyjaciółmi i się okazyjnie spotykamy (if u know what i mean…)

    …ale chyba tak naprawdę nigdy się nie kochaliśmy.

    Powód rozstania – brak czasu :P