Lifestyle

Sztuka uwodzenia, no chyba nie, ja to robię inaczej

Written by Adrian Kwiatkowski

Faceci są czasem pizdami, to tak w ramach wstępu. Największymi pizdami są gdy widzą ładną kobietę i zamiast spróbować podejść i zagadać to wchodzą na facebooka, jakiś Spotted:Sklep Rybny i piszą, że widzieli śliczną rudą z długimi szynami oraz doskonałą stacją końcową, liczą że się do nich odezwie. Taka chyba moda na bycie cieniasem, nie rozumiem jej więc staram się żyć obok i nie wnikać.

Drugim objawem bycia trollem to płacenie za wszelkie kursy uwodzenia czy feromony, które nagle zrobią z Ciebie atrakcyjnego ogiera. Jakim lapsem trzeba być żeby słuchać jakiegoś gościa usiłującego wcisnąć Ci to co i tak wiesz tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy. Usłyszysz hasła typu przełam się, podejdź, pokonaj strach, to nie boli – ta serio? Super są też stwierdzenia jaki to musisz być oczytany i jaką to inteligentną oraz na poziomie bajere musisz sprzedawać, tak nie jest, mówię to z własnego doświadczenia – nie żebym był idiotą z IQ orzecha włoskiego, po prostu wbrew pozorom nie trzeba się wysilać.

Do kobiety trzeba bezpośrednio ale zarazem z zachowaniem małego dystansu żeby zostawić sobie małe pole do wybrnięcia z sytuacji, może nie będzie to podryw na idiotę (chociaż tym to się sporo wybacza), który powie blondynie, że jest ładna śmiejąc się przy tym jak niepełnosprawna umysłowo foka. W sumie mówienie na dzień dobry jesteś śliczna to jest jakieś nieporozumienie, dlaczego miałbym od razu się spalić i jej pokazać, że jak na nią patrzę to widzę ją już bez tych zbędnych tekstyliów? Głupie zagadywanie zawsze się sprawdza i daje szansę na wyrwanie numeru telefonu. Moja bezpośredniość wiąże się zawsze z byciem nieco niegrzecznym, nie unikam słów, które mogłyby się wydawać nieodpowiednie na pierwszym spotkaniu-rozmowie, no przecież każda kobieta chciałaby aby jej facet był takim małym chuliganem, który nie wstydzi się użyć słowa sex, klepnie ją w tyłek i jeszcze rozbawi. Taki miks sprawia, że ma prawie mokro w stringach (wolę figi) jeśli męska twarz nie wygląda jak po bliskim spotkaniu z walcem drogowym. Musisz trafić na typ wyżej sra niż dupsko ma żeby Ci się nie udało, a ja szczerze mówiąc dawno nie spotkałem.

Na kursie też Ci nie powiedzą (a jeśli to ja Ci piszę to za darmo), że alkohol Twój przyjaciel, nie wróg. Nie mam na myśli najebania się jak ostatnia rozpruta kurwa spod mostu tylko o lekkie rozluźnienie atmosfery małą lecz wystarczającą ilością alkoholu. Ty i ona będziecie rozluźnieni i naprawdę łatwiej o wszystko, o pierdolnięcie się niestety też.

Kumple też mogę być przydatni, koleżanki w sumie również, ze 2 razy w życiu stosowałem manewr, który polegał na podchodzeniu do delikwentki i powiedzeniu jej, że się założyłeś o to iż podejdziesz, porozmawiasz a jak będzie miło to spróbujesz wziąć numer telefonu, że jesteś trochę zestresowany i to głupie ale w sumie ucieszyłeś się bo wygląda na miłą osobę. Tylko nie mów, że jest ładna bo to mówi każdy, wyróżnij się czymś, bo jak kobieta słyszy setny raz to samo to potraktuje Cie tak jak tych wcześniej. Jest (moim zdaniem) jedna ważna sprawa przy tym sposobie podrywu, gdy mówisz że znajomi Cię podpuścili to musisz ich wskazać żeby nie było taniej ściemy bo jak Ci się uda i obiekt pójdzie z Tobą na kawę to być może będzie chciała poznać pomysłodawców z miejsca.

Zagadywać warto, to nie boli a nawet jak Ci jakaś odmówi i to w dość wymowny sposób przy całym tramwaju to olej to, próbowałeś, 3/4 wagonu nie byłoby w stanie nawet tego zrobić. Tylko nie bądź frajer i nie chodź na żadne kursy uwodzenia, bądź naturalny, próbuj ją rozweselić i nie pokaż się ze strony ucznia z liceum katolickiego, miej jaja skoro masz w slipach pęto kiełbasy.

A i jeszcze jedno, zbliżają się juwenalia, łatwiej już nie będzie…