Lifestyle

Pieprzę te sardynkowozy

Written by Adrian Kwiatkowski

Ogólnym trendem w komunikacji jest to abyśmy wszyscy porzucili samochody, przestawili się na rowery, autobusy i pociągi w podróżowaniu lądowym. Jednoślady jeszcze mnie przekonują jeśli chodzi o np. miejskie podróże na linii dom-praca-dom, tak już z całą resztą mam dość spory problem.

Na pewno nie jestem jakimś wybitnym podróżnikiem, ale trochę przewoźników w Polsce już zaliczyłem, od morza, po same góry i wnioski nasuwają się jednoznacznie, jest kiepsko, i to z wielu powodów. Ja osobiście nie cierpię podróżować przede wszystkim busami i autokarami, to co się tam dzieje, to jakiś Bangladesz. Przewoźnicy i ich pasażerowie robią wszystko by kupować samochody i omijać szerokim łukiem zbiorową komunikację. Kierowcy to często wkurwieni kolesie, którzy mszczą się na całym świecie, że muszą wozić ludzi z mniejszych miejscowości , do  chociażby stolicy. Taki typ człowieka, który codziennie rano przy kawie i papierosie słucha „znowu w życiu mi nie wyszło”. Jasne, uogólniam, macie racje, no ale kto na takiego gbura nie trafił, no kto? Pasażerowie, patologia jakiej mało. Papierosy, wódka, piwo, szczególnie na tylnych siedzeniach pojazdu to standard. Siedzę, chcę poczytać, nie wiem, muzyki posłuchać, a jakiś pajac smrodzi mi denaturatem, czy najtańszym piwskiem, załączając przy okazji swój śmiech, który łudząco przypomina Waldusia ze „Świata według Kiepskich”.

W pociągach nie jest lepiej. Najebanych ludzi można zliczać w tuzinach, smród jest niekiedy tak potężny, że nie da się wysiedzieć. Oczywiście tacy są najbardziej rozgadani i komunikatywni. Czasami pomaga mi tylko społeczne uprzedzenie do łysych gości w dresach. Wtedy taki pacjent otwiera przedział, zagląda, widzi łysego typa w dresie (mnie) i szuka dalej ofiar.

Spóźnienia też są na porządku dziennym, a może to ja mam takiego pecha? Jedynym plusem są koszty, ale tylko gdy jedzie się solo, w dwójkę samochód wychodzi niedużo drożej. Więc jeśli miałbym zestawiać kilka godzin jazdy i drobne zmęczenie vs śmierdziela, zasyfiały kibel, oraz opóźnienie, to zdecydowanie wolę się odrobinę przemęczyć.

Komunikacja miejska ma jeden plus, szczególnie jeśli posiadasz legitymacje studencką, cena. Cała reszta to loteria, od wpierdolu, po żulersa, który wnosi ze sobą taki amoniak, że białka w Twoim ciele się ścinają a krew kiśnie. Na ten przykład, w Łodzi najgorszy zawsze jest drugi wagon w tramwaju. Jak się do niego wchodzi, to tak jakby przekraczać drzwi do Narni, tylko że gorszej, nieco losowej kategorii.  Bywa spoko, ale są takie przejażdżki, o których wolałoby się nie pamiętać.

Komunikacja zbiorowa w Polsce nie da się lubić, patrząc na całokształt trudno jest jednogłośnie powiedzieć, wybierz tego typu środek transportu. Nie przez ten smród, pałatajstwo i czereśniactwo siedzące w ludziach. Całą resztę bym przeżył, nawet Autosana, który przy każdej nierówności skrzypi inaczej, to nawet ma swój urok, póki szyba nie odleci.

Dlatego jeśli jest okazja i możliwość, to ja zawsze wybiorę własny samochód i odpuszczę komunikację masową, nawet gdyby kosztowało mnie to nieco drożej niż sardynkowóz.

  • a moją babcię wieźli towarowym na sybir, to dopiero był bangladeski sardynkowóz

  • Przez pierwszy miesiąc studiów dojeżdżałam pociągiem 50 km. Niby niewiele, niby „tylko” 1h 20min, ale w praktyce było znacznie gorzej. Jechanie na zajęcia rano jeszcze spoko, ale powroty o 21… Masakra. Najbardziej przerażający byli nawaleni faceci, którzy nagle stwierdzali, że się dowalą, bo tak. A konduktor? Cóż, zazwyczaj miał to gdzieś. Potem przeniosłam się na stałe do Krakowa i jeżdżę tramwajami – tutaj co prawda jest lepiej, ale ilość meneli i ludzi, którzy zapomnieli co to mydło jest porażająca.

  • Jak to mówią, gdy menel jedzie tramwajem, to tramwaj jedzie menelem. Podpisuję się pod Twoimi słowami, w komunikacji publicznej dzieją się cuda na kiju. Z czasów, gdy dużo się przemieszczałam pociągami, czy autobusami pamiętam wszystkie możliwe sytuacje z tych uciążliwych właśnie. O elemencie książki można pisać. Ze zdwojoną siłą doceniam komfort podróży samochodem.

  • Chciałabym napisać, że się zgadzam, ale nie mam samochodu. Czekaj. Ja nawet prawa jazdy nie mam.
    W każdym razie nie cierpię komunikacji miejskiej. Jedynym wyjątkiem są pociągi. Lubię pociągi.

  • acior

    Mój mąż ciągle mówi, że nie mam jeździć autobusem, bo załapię syfilis i w ogóle to jest ble, ale jakoś samochodu nie chce mi zostawić! :D