Lifestyle

Książki nie zrobiły ze mnie tego kim jestem

Written by Adrian Kwiatkowski

Wiele osób mówi, że czytanie książek jest wręcz niezastąpione jeśli chodzi o kształtowanie umysłu, charakteru młodego człowieka. Wielu blogerów, dziennikarzy, celebrytów czy psychologów o tym mówi, książka rozwija wyobraźnie, słownictwo, pozwala poznać nieznane dotąd światy, fantastyczne i te całkiem prawdziwe. To wszystko prawda, ja jednak za małolata raczej unikałem książek, wolałem iść z kumplami pokopać cały dzień piłkę na naszym leśnym boisku, porzucać kasztanami, przebywać z ludźmi. Przez myśl mi nawet nie przeszło aby usiąść w domu i czytać „Anie z Zielonego Wzgórza” czy „Chłopców z placu broni”. Mimo to nie czuje się upośledzony, nie mam ubogiego języka, wyobraźnie mam wydaje się sporą, nie czuje się gorszy od tych, którzy w swojej biografii mogliby napisać „przeczytałem w dzieciństwie więcej książek niż 3/4 Polaków przez całe życie”.

Nie jest też tak, że nie przeczytałem kompletnie nic, do dzisiaj pamiętam „Wakacje z duchami”, „Tego obcego” i kilka innych tytułów ale żaden z nich nie wpłynął na moje życie, nie sprawił, że zacząłem postrzegać świat inaczej. Jak mnie jakaś lektura zaciekawiła to czytałem ją głównie po to by zabić czas bo np padało albo byłem chory, chociaż szczerze mówiąc wolałem posłuchać muzyki, której miałem pełno w domu od Abby i Stachurskiego na kasetach po Niemena na vinylach. Pamiętam jak dziś sytuację, w której słuchałem „Dziwny jest ten świat”, spoglądałem przez okno na sąsiada, który doglądał swojego podwórka i jednocześnie wściekał się na swojego wilczura, wtedy świat wydał mi się naprawdę dziwny.

Mojej wyobraźni nie rozwijały książki, głównym rzemieślnikiem pracującym nad tym były bajki i chore pomysły naszej paczki z ulicy. Z tymi bajeczkami to pójście trochę na łatwiznę, wiem, przecież dostaje wszystko jak na tacy, treść i obraz jednocześnie ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Potem dorosłem, Kubuś Puchatek przestał być kimś fajnym, zaczęły się poważne lektury w szkole, których też nie czytałem, nienawidzłem gdy się mnie do czegoś zmuszało i chociaż moja polonistka mocno mnie przeorała i do tej pory pamiętam prawie wszystko z jej lekcji to nie zdołała mnie przekonać do przeczytania lektur – wyjątkiem jest „Opowieść Wigilijna”. Jechałem na streszczeniach ale czasem i te były wg. mnie tak debilne, że odpuszczałem, szedłem na żywioł, gdy się mnie pytano co było dalej czasem wymyślałem, mówiłem ogólnikami, o dziwo dało się wstrzelić i nie dostać lufy z polskiego. W tamtym okresie jedyne co czytałem były książki naukowe, przeglądałem nawet dość usilnie trzytomową encyklopedię PWN. W zasadzie interesowały mnie suche fakty, chciałem wiedzieć gdzie leży USA, dlaczego w Afryce jest cieplej niż w Polsce a nie dowiadywać się o romansie Romea i Julii.

Książki nie zrobiły ze mnie mnie faceta takiego jakim jestem teraz, tylko te naukowe wzbudziły we mnie ciekawość i chęć pogłębiania wiedzy, która na każdym etapie szkolnictwa jest i tak bezużyteczna bo ‚nie ma tego w programie’. Chciałbym znać to uczucie, te o którym wszyscy zawzięcie tak mówią, książki rozwinęły jego osobowość, nadały wręcz kierunek w życiu. Odkąd pamiętam czytanie było dla mnie formą rozrywki, przeczytałem, przyjąłem do wiadomości co trzeba, odkładałem i czekałem kiedy wreszcie wyjdę z chłopakami na dwór bo miałem zbyt długo całe kolana i łokcie. To właśnie podwórko oraz ludzie z mojej dzielnicy ukształtowali mój charakter, było nas tam kilku bystrzaków.

Nie mówię, że książki są złe i zbędne, na pewno nie zaszkodzą ale nie zawsze muszą być nie wiadomo czym i mieć ogromy wpływ na nas samych. Do czytania trzeba przede wszystkim dorosnąć, do książek i czasopism innych niż np Świat Wiedzy zacząłem dorzucać przeróżne powieści ale dopiero w technikum, być może dopiero wtedy dorosłem do czytania. Nie wiem ale nie zmieniło się jedno, lektury służą mi jako rozrywka a nie coś co pozwoli mi zanurzyć się w rozmyślaniach.

  • Ania z zielonego wzgórza jest fajna. Jedna z niewielu lektur które mi się podobały w okresie szkolnym

    • Kwiatek

      bo wino? 😀

    • Dobrze, że nie napisałeś „Anielka”. To była dla mnie trauma.

  • Może i nie zrobiły, ale na bank miały w tym swój udział. Ja w książkach „nie odnalazłem Jezusa” itd… itp… ale pisownia kilku wyrazów wzrokowo się utrwaliła 🙂 Niemniej myśl przewodnią twojego wpisu popieram.

    • Kwiatek

      czyli tak jak ja wyniosłeś z książek tylko i wyłącznie suchą wiedzę, zero wpływu na charakter.

      • Ciekawie ujęte i całkowicie się zgadzam 🙂