Lifestyle

Kino? Nie dzięki

Written by Adrian Kwiatkowski

Uwielbiam oglądać filmy ale nie jestem fanem chodzenia na nie do kina. Zdecydowanie preferuję 'pożeranie' taśmy filmowej w domu, na spokojnie bez zbędnych komentarzy słyszanych za plecami.

Życie Pi

To nie jest tak, że kino mnie wcale nie jara, jak trafię na salę kinową, która nie jest mocno zapełniona, towarzysząca osoba mnie nie doprowadza do szewskiej pasji to naprawdę się wczuwam, wiadomo, duży ekran, nagłośnienie a od czasu do czasu nawet okularki 'CzyDe'. Ostatnim filmem, który oglądałem na dużym ekranie było "Życie Pi", byłem z Agnieszką – ta sama, o której pisałem na facebooku, wykorzystała mój wpis by uniemożliwić mi sarkazm – i oboje mieliśmy ochotę wyjść po 15 minutach, seans był masakrycznie nudny, nic się nie działo. Nie chodzi mi o to, że jestem spragniony eksplozji, dużych piersi i szybkich samochodów, po prostu kwadrans tego filmu był kosmicznie nużący, prawie usnąłem przez te dialogi. Jednak skoro weszliśmy to obejrzymy, trudno. Na szczęście potem wszystko się ruszyło i film okazał się jednym z lepszych jakie ostatnio widziałem.

No i gdzie mój problem do kina? Gdzieś tam za sobą słyszałem szepty, ktoś siorbał pieprzoną colę a inny mlaskał żrąc popcorn. Nie macie pojęcia jak mnie to wpienia, oglądam film, wczuwam się i nagle słyszę to:

Nie odwróce się przecież w być może najlepszej scenie filmu, w gębę nie strzele bo nie wypada i nie jestem aż takim chamem, więc znoszę te wszystkie odgłosy i zamiast relaksować się na filmie to zastanawiam się co bym temu chamowi ze wsi (nie ubliżając nikomu z wiejskich terenów) zrobił. Przestanie jeden bo mu się itemy na żarcie skończyły to zacznie zaraz drugi, najgorsze jest chyba i tak szukanie chipsów już w prawie i tak pustej paczce. Litości, nie ma już nic, zostały jakieś okruchy a tam ktoś wierci, grzebie i wkurwia ucho wszystkich dookoła, bo nie można zostawić tego, wyrzucić, nie! Trzeba zeżreć, narobić hałasu, przeszkadzać w seansie innym.

Dlatego preferuje oglądanie filmów w domu, jest na czym, nie mogę narzekać więc dlaczego miałbym sobie odmawiać bardziej cywilizowanej rozrywki?

  • Grzesiek

    Podpisuję się oboma rencoma i nogami. Nie ma nic irytującego niż osoby jedzące obiad / kolacje na sali kinowej. Zależy też od filmu, na tych bardziej „odmóżdżających” jest więcej takich osób i przypadków (ciekawe dlaczego 😉 ) a na tych już ambitniejszych jeszcze nigdy się z tym nie spotkałem. Po prostu trzeba dobierać repertuar.

    • Kwiatek

      To ja mam pecha, czy to będzie Pi czy Władca pierścionków zawsze jakiś wieśniak w moim pobliżu jest.

      • Grzesiek

        Wybieraj też takie godziny w których ryzyko spotkania takich osób maleje. Ja chodzę najczęściej w tygodniu w godzinach nocnych, może dlatego. A na weekendy tylko na filmy „odmóżdżające”

        • Kwiatek

          moja aktualna frekwencja to 1 raz na pół roku więc mi to wszystko jedno powoli

  • gzzz

    świnta racja,ale brak kultury to nie tylko kwestia sali kinowej :/ jak już chcą jeść to niech jedzą coś ‚bezinwazyjnego’ dla reszty sali. kino omijam szerokim łukiem,wolę się skupić na filmie i coś z niego wyciągnąć…

  • eva

    Islandzkie kino by Ci się nie podobało. Normą jest jedzenie. Im bardziej hałasuje – siorbanie, skrzypienie, mlaskanie – tym lepiej. Na początku mi to przeszkadzało, ale z czasem się przyzwyczaiłam i przestałam zauważać. Dodatkowo w połowie filmu jest stop, światła i około 20-30 minutowa przerwa na uzupełnienie zapasów.

    • Kwiatek

      Podpytam znajomego jak to tam jest, mieszkał kilka lat to może mi przybliży Islandzkie zwyczaje kinowe.

  • Nie jest aż tak źle gdy się idzie do kina na dany film, dość długo po premierze. Wtedy jest mało osób, dzieciarni nie ma wcale i można się spokojnie relaksować. Bardziej od tego co wymieniłeś irytują mnie komentarze, osób siedzących za mną. W takich wypadkach najlepiej zwrócić uwagę takiemu „ktosiowi”. Zazwyczaj skutkuje, a jeśli nie to macie doczynienia z osobą której iloraz inteligencji jest tak płytki jak brodzik na basenie 🙂

  • gugas

    Wybieraj w takim razie małe kina, a nie multipleksy. Ja, od kiedy zaczęłam chodzić do takich, w ogóle zapomniałam o problemie mlaskania, siorbania i szeleszczenia. Cud miód.