Lifestyle

Jezu …

Written by Adrian Kwiatkowski

Łeb mnie napierdziela, miałem wstać o 4 ale żaden budzik nie dał rady mnie ogarnąć po wczorajszym maratonie. Przez co nie zrobię połowy rzeczy, które planowałem wykonać. No do chuja. Nienawidzę, gdy sobie coś zaplanuję i sam z siebie przypadkiem to spierdolę, najgorzej. Staram się jednak myśleć pozytywnie i nie dać się podkurwić, skupię się chyba na dzisiejszym koncercie.

Oczywiście przygotuje dla was małą relację ale nie spodziewajcie się nie wiadomo czego, jadę się głównie pobawić a nie szukać materiału na kolejny tekst. Jeśli chodzi o planowany mały afterek to raczej nie będzie on udokumentowany.

Jeszcze ta pogoda, wczoraj upał, słońce, można było się opalać a dzisiaj? Chmury, burze zapowiadają i duchota, zaczyna mnie to drażnić, starczy mi deszczu, naprawdę. W związku z tym mam mały przekaz dla świata, zostając przy tematyce koncertu przekaże go w oto tym linku.

tecza

Wczoraj zdechł jeszcze serwer i bloga nie było przez około 2h a właśnie w tym czasie miałem chęć napisać wpis, czułem że byłbym w stanie sensownie zapłodnić bądź jak kto woli nakarmić wasze umysły ale oczywiście maszyny się zbuntowały. Terminatory od siedmiu boleści.

  • Koncert Green Day to akurat dobry sposób na odreagowanie po niekoniecznie dobrym dniu 😀 Mi też planowanie nie za dobrze idzie, ale się staram 😀 Czasami jednak nawet najbardziej misterny plan bierze w łeb …

  • a, że tak zapytam: a po co Ci Jezus w tym wszystkim?

    • Kwiatek

      Bo nie MaRyja