Lifestyle

Jak (nie)skazać się na samotność?

samotność
Written by Adrian Kwiatkowski

Dzisiejszy tekst dedykuje wszystkim singlom, feministkom, facetom uważającym, że 100% kobiet to szmaty po recydywie oraz osobom, które muszą się w życiu wyszumieć.

Żyjemy w czasach, gdzie wszyscy na siłę próbują być niezależni, kobiety nie potrzebują mężczyzn a Ci zaś wykorzystują płeć piękną do zamoczenia kija. Niby nic nadzwyczajnego, zawsze można było spotkać się z takim zachowaniem, budziło ono jednak sporo kontrowersji, wręcz niesmaku, przecież kobita powinna być opiekunką domowego ogniska, a jej mąż tyrając na utrzymanie rodziny winien jej bronić do ostatniej kropli krwi, niczym lew broniący swojego stada przed napastnikiem. Tak mniej więcej wygląda ogólny zarys rodziny, wiele z was uzna, że jest on przestarzały, bo gdzie samorealizacja kobiety, samcze zdobycze faceta? Chcę się powiedzieć, że właśnie w tym układzie, przecież jedno nie wyklucza drugiego, osobiście uważam iż jest to prawie idealny model komórki społecznej, która pojedynczej jednostce pozwoli oddalić się od samotności, ba a nawet ją uszczęśliwi.

Wszystko cacy do momentu gdy próbujemy odnaleźć naszą przysłowiową drugą połówkę. Nie jesteśmy całkowicie tolerancyjni, pewne rzeczy u ludzi nas po prostu wkurwiają i nie jesteśmy w stanie ich w żaden sposób zaakceptować, wtedy taki obiekt odrzucamy i szukamy dalej. Taka exploracja trwa czasami dniami, tygodniami, miesiącami i latami. Oczywiście znajomi zaczną nas pocieszać, że nic na siłę, miłość sama nas odnajdzie. W tym momencie chciałoby się odpowiedzieć „no chyba Cię pojebało”. Dlaczego tak? Logiczne jest to, że nie skupiamy całych sił na szukaniu tej drugiej osoby, ba robimy to w wolnym czasie a resztę energii pochłaniają nasze codzienne zajęcia, mniej bądź bardziej twórcze ale właśnie o to chodzi, wytrwałość prowadzi do sukcesu. Czy to w miłości czy w pracy, nie ważne, dążenie do celu ze swego rodzaju klapkami na oczach prowadzi zwykle do sukcesu.

Tylko co z takimi ludźmi jak ja? Otwarcie mówię członkom swojej rodziny, że na mój ślub nie mają co liczyć, nie ma takiej opcji żebym dał się wkręcić w organizację przyjęcia weselnego, wypisywanie zaproszeń i grzanie po rodzinie zapraszając wszystkich na uroczystość. Powiem więcej, nie śpieszno mi do jakiegokolwiek stałego związku, za pewne wynika to z pewnych doświadczeń (nie, nie czuje się postrzelonym kjujićkiem) i obserwacji otaczającego mnie świata. Jestem wybredny, nie czuje potrzeby przytulenia się, trzymania się za rękę czy czułego przytulania się w łóżku, nic z tego mnie nie interesuje. Jeśli jakaś z kobiet, z którymi się spotykam zaczyna oczekiwać czegoś więcej szybko i stanowczo to skracam bo nie widzę siebie w roli łamacza serc. Jeśli wcześniej sam napisałem i podpisałem się pod tym, że miłość, partnerstwo, małżeństwo jest gwarancją pozbawienia się samotności to czy jestem skazany na starczą alienację? Teoretycznie tak, praktycznie niekoniecznie. Ciężko sprecyzować samotność, przecież jako singiel spotykam się z wieloma kobietami, mam masę znajomych, spotykam się na każdym kroku z ludźmi, kompletnie nie odczuwam dyskomfortu związanego z samotnością. Nasuwa się dalsze pytanie a co będzie za 20 lat? Tego niestety nie jestem w stanie stwierdzić, być może trafi kosa na kamień i ulegnę urokowi jakiejś kobiety i dam się wkręcić w to całe wesele. W tym przypadku używanie zwrotów pt. na pewno nie będzie ślubu, nigdy się z nikim nie zwiążę jest całkowicie nie na miejscu. Nikt z nas nie wie co będzie w odległej przyszłości – no chyba, że wróżbita Maciej ; )

Tylko jak spróbować faktycznie podziałać na skuteczne pozbawienie się samotności? Wcześniej wspomniałem o mojej wybredności i przyzwyczajeniach. Jeśli posiadasz jakieś (a na pewno je masz) to z części z nich musisz zrezygnować, nie ma połówek idealnych, są te w lodówce ale mogą powodować poranne bóle głowy niczym tępe dzidy z dyskotek, więc odradzam – jedno i drugie. Z drugiej strony jeżeli masz cechy osób (bądź jesteś po prostu nią), które w życiu potrzebują się wyszumieć to prawdopodobnie nigdy nie znajdziesz tej drugiej osoby. Tak to jest, że w 2 można też się dobrze pobawić, niekiedy dużo lepiej niż solo, (sam nie wierzę w następne zdanie) wyszumienie się to nie jest ruchanie innej panienki co noc, czy nabijanie się na inne kutasy każdego wieczora i ranka, to raczej skorzystanie z uroków młodzieńczych błędów, rzygania po imprezie, balowania do 5 popołudniu 3 dni później to jest właśnie szum. Dlatego fajnie byłoby nie mylić tego ze zwykłym kurestwem, żaden facet nie chcę mieć kobiety która ma pochwę szerokości krateru wulkanicznego i nie każda kobieta chcę ruchacza przodowego.

Reasumując, chcąc nie skazać się na samotność powinniśmy być skłonni na pewne ustępstwa, nasze spojrzenie na ludzi powinno być szersze, uważniejsze. Może osoba, która jest w stanie dać Ci nutkę szczęścia znajduję się tuż obok a Ty jakimś cudem tego nie widzisz? Rozejrzyj się dookoła. Jednak jeśli tak jak ja nie chcesz, nie przymierzasz się do tego to zacznij zapierdalać żeby było Cię stać na opłacenie jakiejś opiekunki, która podłoży Ci kaczkę na starość abyś mógł się odlać.