Lifestyle

Hermetyczne pudła

bilbioard-powiedzialem-pl
Written by Adrian Kwiatkowski

Dzisiejszy wpis inspirowany jest podróżą MPK, nie będę tu pisał o wkurwiających mnie kierowcach, chamskich moherowych beretach  i innych bo to już zrobiłem w innym wpisie (Dzień dobry, czy mógłbym kupić bilet?). Nie mniej jednak treść będzie dotyczyła ludzi, mnie, Ciebie, sąsiada i każdego, kogo spotykasz na ulicy.

Jadąc tym autobusem zacząłem się zastanawiać czemu wszyscy szukają jakiegoś punktu, na którym mogliby się zawiesić, dlaczego spotkanie się spojrzeń jest tak kłopotliwe? Dlaczego wszyscy są tacy sami, każdy monotonnie popierdala jedną trasą do domu, do pracy, do szkoły, do babci, gdziekolwiek, wciąż w jeden niezmienny sposób. Osoba racjonalnie myśląca może od razu powiedzieć, że każdy wybiera najkrótszą trasę i najwygodniejszą i w sumie jest to słuszna odpowiedź ale czy z drugiej strony nie mamy w naturze tego, że jeśli się czegoś nauczymy i uznamy, że jest to dobre powielamy to bezkresu chociaż można by to ulepszyć? Pomyślałem o sobie, sam przeprowadzając się do nowego miasta chadzałem tylko i wyłącznie szybko poznanymi i w miarę bezpiecznymi ścieżkami, od punktu A do B, co by mnie nie spotkało coś co byłoby nieprzewidziane, nie chodzi tutaj nawet o wpierdol od grupki dresów tylko o zwyczajne zaskoczenie, które postawiłoby mnie w kłopotliwej sytuacji. Z czasem zacząłem zmieniać trasy, poznawać miasto, odpierdalać, co się skończyło bliższą znajomością z ortalionowym zakonem zakutych łbów, jednak mnie to nie zraziło, dalej staram się nie popadać w monotonność i zmieniać cokolwiek w tej codziennej czynności.

Wracając do kłopotliwych spojrzeń w autobusach, no ja jebe, patrzę się na kobietę, jest nieziemsko piękna więc nie mogę oderwać wzroku a gdy tylko ona to zauważa, peszy się, zaczyna spoglądać na telefon ale gdzieś ukradkiem podgląda czy oby na pewno jeszcze patrzę. Jej wartości zapewne wzrasta tak samo jak moje gdy jestem obserwowany przez kobietę ale dlaczego kończy się tylko na tym? Kiedyś nie byłem w stanie podejść w takiej sytuacji, zagadać, podpytać a nóż uda mi się dostać jakiś kontakt. Teraz, gdy jestem większy, ponoć dojrzalszy i odważniejszy nie sprawia mi to większego problemu, tylko co z tego jeśli druga strona jest na tyle zaskoczona tak nietypowym zachowaniem, że zwykle nie wie co powiedzieć i wysiada na najbliższym przystanku. Oczywiście istnieje opcja, że jestem kurewsko paskudny i wszystko co chodzi płoszę ale chyba nie jest aż tak źle.

Tylko jak to wszystko ma się do tytułowej szarej masy? Nie pomyśleliście chociażby przez chwilę, że 3/4 naszych czynności bierze się z przekonania, że tak trzeba? Bo babcia tak robiła, dziadek, mama, tata, ciocia i wujek Staszek, że nie wypada inaczej bo co ludzie pomyślą? Jesteśmy zamknięci w hermetycznym pudełku pewnych zachowań a może nawet stylu życia. Zaraz ktoś mógłby odeprzeć, że przecież ludzie nie są tacy sami, mamy hipsterów, dresów, wesołków, ponuraków … no jeśli cechy naturalnego wyglądu są po prostu genetyczne to wszystkie ty ruchy typu hipsterstwo czy niegdyś popularne emo są kolejną modą, następnym hermetycznym pudełkiem, które jest nieudolną próbą zwrócenia na siebie uwagi. Weźmy ten cały SWAG, czy facet ubrany i wymalowany jak kobieta jest normalny i wcale nie krzyczy „hej! tutaj jestem!”? Dlaczego niekiedy na siłę powielamy pewne postępowania chociaż nie są one zgodne z naszym ja?

Sam w zasadzie nie jestem lepszy, staram się ubierać w miarę na czasie, być zorientowanym w aktualnych trendach, przecież jeśli nie będę za tym wszystkim nadążał, nie dostosuje się do jakiegoś hermetycznego pudełka to zostanę sam jak palec i to z trądem, a potem i tak pewnie skończę w oddziale zamkniętym. Patrząc na to szerzej to cały świat składa się z wyuczonych postępowań, hermetycznych pudełek ograniczających każdy gatunek. Zwierzęta mają o tyle lepiej, że posiadają instynkty i są samowystarczalne a my ludzie potrafimy usiąść na piździe i stanąć w miejscu, no bo co ja teraz zrobię? W najlepszym przypadku nazwiemy się old schoolowcami.

Tylko czy da się uciec z tych ściśle wyznaczonych schematów? Nie. Możesz być pedałem, lesbą, hipsterem, dresem, informatykiem, ojcem, matką, księdzem, psem, kotem to i tak będziesz trzymał się schematu swojej grupy czasem nawet nie wiedząc dlaczego. Jak będziesz głupi to dasz sobie wcisnąć na siłę tolerancję i akceptację wszystkiego wkoło co jest najchujowszą rzeczą jaką możesz zrobić. Nie lubisz homoseksualistów to nie lub, nie daj się zaszufladkować jako homofob czy chuj wie co, masz prawo nie akceptować wielu rzeczy.

W tym ściśle zaprojektowanym świecie niczym Matrix musimy spróbować zbudować własne JA, które będzie nam podpowiadało czy chcemy robić to co robimy albo chociaż czy ma to jakiś sens, czy chcę stać obok tego gościa czy po prostu mnie wkurwia, czy chcemy podążać za tą czy inną grupą a może masz ochotę mieć na to wyjebane?

  • dirty_fork

    Jedna osoba nie przyjmuje jakichkolwiek wzorców, wszystko wypracuje sobie sama, staje się pod każdym względem nietuzinkowa.
    Jednym słowem – dziwak, który jest raczej odtrącany. A co będzie jeśli nagle każdy tego spróbuje?
    Wywalamy wszystkie szuflady, pudełka i powstaje chaos. Do czego zmierzam? Nie każdy ma w sobie
    tyle siły i odwagi, aby nie dać sobie z góry narzucić sprawdzone schematy. Z czasem
    przyjmujemy jedne, a pozbywamy się drugich. Wszystko po to aby złożyć zestaw, który jak najbardziej
    kompatybilny z naszą osobowością. Tak przynajmniej powinno być moim zdaniem, a już najlepiej, gdy
    stworzymy własny wzór. Wydaje mi się, że z tą podatnością (bądź jej brakiem) się rodzimy, a z genami
    wiadomo – nie wygrasz.

    • Squelop

      Na pewno jest dużo racji w tym co mówisz ale nie ma tak, że nie przejmujemy wgl. żadnych wzorców. Zawsze przyswajamy coś z naszego otoczenia, od matki, ojca, wujka, biebera z telewizji, dresa z klatki obok. Prędzej czy później nasza „indywidualność” stanie się jednoosobowym hermetycznie zamkniętym światem.

      • dirty_fork

        Oczywiście, że nie da się nie przejąć niczego. Człowiek jest istotą społeczną i musi mieć jakąś bazę. Zostawiony sam sobie (teoretyczny całkowity brak wychowania) nie będzie w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Ale wracając: takie hermetyczne pudełko ma swoje wady i zalety. Z jednej strony coś jest dobrze znane, przez to czujemy się bezpiecznie, wygodnie, pewnie. Z drugiej wkrada się rutyna, nuda, wegetacja. Jeśli ktoś naprawdę będzie miał już dość tego wewnętrznego konfliktu to w końcu się przełamie (choć nie zawsze) i: pójdzie inną drogą, zagada do dziewczyny, rozbierze się do naga i zacznie zapieprzać przez ulicę. Zmieni coś. Także z tą hermetycznością to tak nie do końca. Zawsze jakiś łom można znaleźć. Odnosząc się do ostatniego akapitu wpisu: popieram i zachęcam do szukania tego wytrychu, jeśli czujemy, że pudełko robi się za ciasne.