Kikuty

Za marzeniami trzeba gonić

Written by Adrian Kwiatkowski

Każdy z nas marzy, nasze pragnienia są różne, jednemu wystarczy nowy telefon, innemu śni się po nocach wycieczka dookoła świata. Nie jestem wyjątkiem, mam sporo marzeń, część z nich udało mi się już zrealizować a inne są przede mną.

Przez ponad 20 lat życia nauczyłem się jednego, jeśli czegoś bardzo pragniesz i będziesz pomagał szczęściu to prędzej czy później to zdobędziesz, nie ma rzeczy nieosiągalnych, marzenia są po to by je realizować a nie po to by myśleć o nich jak fajnie byłoby gdyby.

maly

Jak byłem mały (no może nie aż tak jak na powyższym zdjęciu ale trzeba dodać element słodkości do tekstu) zawsze chciałem nauczyć się pływać, no to w szkole podstawowej rodzice zapisali mnie na baseny, jeździłem, jeździłem, jeździłem aż się nauczyłem, ba zdobyłem nawet kartę pływacką, taki mały kajter dał radę spełnić swoje pierwsze marzenie. Zresztą wynikało ono chyba z oglądania Słonecznego Patrolu, no bo nie zakochaj się w pływaniu widząc to.

Chociaż teraz jak oglądam wejściówkę tego serialu to zastanawiam się czy oby na pewno o pływanie chodziło … mniejsza o to, swój cel zrealizowałem.

Potem w międzyczasie spełniałem swoje inne pragnienia, pierwsze zarobione pieniądze, myliśmy z chłopakami samochody, głównie tiry. Potem dorosłem przyszło technikum i takim typowo męskim marzeniem, które mnie gnębiło była chęć zrobienia prawa jazdy, tak więc na urodziny dostałem od rodziców kurs, robiłem jazdy, egzamin uwaliłem, potem znowu i zdałem, wreszcie, dopiąłem swego. Do tej pory nie dorobiłem się samochodu, nie da się wszystkich srok za ogon załapać ale dojdę do tego, tak samo jak do motocyklu ale to są marzenia, które świadomie odstawiam na bok.

Jednak na horyzoncie miałem jedno bardzo ważne dla mnie marzenie, pojechać na Woodstock – tak, tekst o festiwalach nie był przypadkowy. Od lat paczka moich znajomych jeździ, mi zawsze coś wypadało i nie były to głupie tłumaczenia, po prostu byłem uziemiony tak, że w żaden sposób nie szło tego ogarnąć. W tym roku jest inaczej, mam ten czas, problemem były pieniądze, których mi brakło ale widzę mocno światełko w tunelu pozwalające mi myśleć pozytywnie, wierzyć że się uda. W najgorszym wypadku pojadę jakoś, może stopem, helikopterem, przylecę z supermanem, nie wiem ale pojawię się.

Pamiętajcie, że marzenia trzeba mieć, należy je realizować i kolorować sobie nimi życie, żeby nie było szare i nudne jak przysłowiowy papier. Więc jeśli chcesz grać na gitarze, skoczyć na bungee to dąż do tego tak jak ja, na pewno Ci się uda.

PS. Spełniło się jedno micromarzenie, od rana zapieprzałem w pocie czoła, moja siostra uraczyła mnie prawdziwą orzeźwiającą frappe.

frappe