Kikuty

Lęk?

Written by Adrian Kwiatkowski

Pamiętam to doskonale, tak jakby to wydarzyło się wczoraj. Miałem może 10 lat, rzeka płynąca w pobliżu mojego domu wylała i z 30cm strumyka stała się ponad półtorametrową pułapką. Wraz z bratem mieliśmy zakaz zbliżania się do tego miejsca, było niebezpieczne, dotąd nieznane, dlatego pewnie tak pociągające.

Skoro nie mogliśmy skosztować kąpieli w naszym strumyku tak jak w poprzednie wakacje trzeba było wymyślić coś co by usprawiedliwiało ten czyn. Umysł dzieci nie zna granic, nie zauważa wad swoich idei dlatego szybko wpadliśmy na pomysł co trzeba zrobić. Zabraliśmy ze sobą piłkę, powiedzieliśmy że idziemy pokopać z chłopakami, a w rzeczywistości udaliśmy się nad rzekę, wrzuciliśmy piłkę do wody i obaj poszliśmy za nią. Żaden nie pomyślał czy to czymś grozi, żaden nie próbował wyobrażać sobie ewentualnych konsekwencji tego czynu, liczyła się chwila, liczyło się poznanie dotąd nieznanego. Szczęśliwie obaj wyszliśmy z tego bez szwanku, popływaliśmy, wyszliśmy z wody razem z piłką, potem piłka sama wpadła do rzeki jeszcze kilka razy, za każdym razem udawało się nam jakby nigdy nic wyjść na ląd. Po powrocie do domu trzeba było wytłumaczyć czemu jesteśmy mokrzy, tak więc obaj zgodnie potwierdziliśmy, że piłka wpadła i nie można było jej tak zostawić.

Cóż reakcja mamy była inna niż się spodziewaliśmy, była blada, potem zebrała się w sobie, krew napłynęła jej do twarzy, zyskała koloru a potem … potem zebraliśmy solidny opieprz. Jednak duma i radość z dokonania tego co sobie zaplanowaliśmy była ponad to.

***

Mniej więcej w tym samym okresie a może nawet w te same wakacje wymyśliliśmy sobie kolejną chorą zabawę. Niedaleko naszego miejsca zamieszkania był stary parking ciężarówek, tuż za nim była masa żółtego piasku. Niby nic nadzwyczajnego, sęk w tym, że ten piasek był na oko półtorametra poniżej poziomu parkingu dlatego nasz pomysł nie mógł być mądry. Wraz z bratem i kolegami ustaliliśmy, że każdy weźmie rower i skoczy z poziomu parkingu do piachu, jakkolwiek to teraz brzmi.

Poszedł pierwszy, poleciał drugi, każdy przy lądowaniu szybował przez kierownik. Przyszła i moja kolej, pożyczyłem rower od kumpla, z którym chodziłem do jednej klasy, on już swój skok zaliczył i ewidentnie nie miał ochoty go powtarzać. Był to błękitny składak, ze lśniącą kierownicą, wyglądał jak idealny powóz dla smerfa, czyli nadawał się. Odjechałem kawałek dalej by wziąć rozpęd, chciałem skoczyć najlepiej, najdalej, ruszyłem, napędzałem koła coraz szybciej i szybciej, zbliżałem się do końca parkingu i wreszcie oddałem skok, o ile faza lotu była zapewne dobra tak lądowanie na pewno nie było z telemarkiem. Uderzenie było na tyle mocne, że rower pękł w pół, ja wyleciałem do przodu razem z kierownicą, cała reszta została za mną. Dookoła radość, co za skok, co za pieprznięcie, ja morda zdarta, kolana i ręce zresztą nie były w lepszym stanie. Jednak byłem najlepszy, warto było.

I co z tego?

Obie historie są autentyczne i wyciągnięte z mojego życia. Jako dzieciak byłem dość głupi i odważny jednocześnie, z drugiej strony nie znałem słowa strach (odpowiedzialnosć chyba też nie ale kto by się tym teraz przejmował). Jako dzieci mamy w dupie konsekwencje, po prostu działamy bo chcemy osiągnąć korzyść, nie myślimy o tym, że będzie ciężko, że może się nie udać. Jednak wraz z wiekiem zaczynamy wszystko analizować, potrafimy się zatrzymać, zrezygnować z marzeń widząc jednego minusa, który nagle staje się ważniejszy od setek plusów. Na starość stajemy się analitykami, którzy każdą decyzję muszą rozważyć, nawet kupno sera w sklepie, nie mówiąc nawet o poważnych decyzjach w życiu.

Strach rżnie i to bez wazeliny, na pewno nie raz Cię zgwałcił w dorosłości

  • No niestety. Ja to w ogóle jestem pierdolnięta, bo analizuje każdy nienajlepszy wątek mojego życia tracąc przy tym i swoje nerwy i czas, którego ciągle jest za mało.

    Może to, że jako dorośli zastanawiamy się nawet nad tym przykładowym serem w sklepie świadczy o tym, że nabieramy odpowiedzialności za swoje (i jeśli mamy to swojej rodziny) życie. Rodzice, nauczyciele ciągle powtarzają „zastanów się dobrze/ przemyśl to” i z wiekiem wchodzi nam to po prostu w krew. Może to o to właśnie chodzi, a nie o lęk w gaciach ;)