Kikuty

Jak wygrać z problemami?

Written by Adrian Kwiatkowski

Temat samo życie, każdy z nas ma słabości, problemy, momenty w których jest niewyobrażalnie stromo a trzeba iść do przodu. Jak sobie z tym poradzić, co zrobić by się nie stoczyć?

Ja mam dwie słabości, oczywiście nie obnażę się i nie zdradzę co to jest, jeśli obstawiasz ćpanie, chlanie czy dziwki to muszę Cię rozczarować, nic z tych rzeczy. Ze wszystkim mam zwyczaj radzić sobie sam, nie potrzebuje długich rozmów ze znajomymi, chociaż mówią, że to pomaga. Jestem taranem, który problemy miażdży, brzmi to być może nieskromnie ale to może lepiej, trzeba doceniać swoje plusy a to niewątpliwie jest jeden z nich. Jednak tak jak wspomniałem wcześniej, mam też swoje dwie słabości, które dość mocno mnie wyhamowują i o miazdze nie ma mowy, chyba  że ze mnie jeśli w porę się nie obudzę. Jedna z tych rzeczy mnie dopadła, chciał czy nie (a uwierz, że zdecydowanie nie), nie ważne, stało się i pizgło mnie to o ziemię mocno.

Skoro mnie już złapało za gardło, przytrzymuje i odbiera tchu to najwyższy czas się zastanowić co z tym zrobić. W moim przypadku każde z wyjść wiążę się z dużymi stratami, dlatego wybiorę te, które będą dla mnie najmniej bądź najkrócej bolesne. W takiej sytuacji trzeba być egoistą, nie można się pieprzyć z samym sobą, męczyć się bo to zacznie zjadać od środka a gnijąca pewność siebie na nic się nie przyda i doprowadza tylko do stanu wraku.

Problem to wojownik, który przychodzi z przeciwnego narożnika, staję przed Tobą w oktagonie i nie da uciec póki Cię nie położy, póki nie odklepiesz bądź póki Ty go nie rozniesiesz, póki nie doprowadzisz aby znosili go na noszach. Ja już leżałem, prawie odklepałem jednak najzwyczajniej w świecie wściekłem się, wstałem i jestem na etapie szukania ciosu, który doprowadzi do technicznego nokautu. Bądź lepszym wojownikiem od swojego problemu.

Dobrze, cały czas piszę o sobie ale nie zamieszczam nic konkretnego o tym jak wygrać z tymi słabościami. Najważniejsze to stanąć przed lustrem, spojrzeć w swoje lico i zapytać się człowieka, którego tam widzisz czego on tak naprawdę chcę, co może, co jest w stanie poświecić by to osiągnąć. Przecież żeby cokolwiek przezwyciężyć musimy mieć o tym jakieś pojęcie, musimy nazwać po imieniu problem a potem przygotować się na straty po to by później coś zyskać. Nie ma co się oszukiwać ta walka będzie miała ofiary po obu stronach, najważniejsze to abyś TY nie stał się jedną z nich.

Wiele osób ucieka od problemów nie myśląc o nich. Nie wiem czy jest to dobre wyjście, ja działam odwrotnie, rozmyślam i to dużo, staram się dostrzec jakieś szansę, wyjścia, sposób na rozwiązanie i wyjście z tego. Jak już znajdę to nie ma wybacz, łapę za gardło i obalam ale wciąż jestem przygotowany na jakiegoś konia trojańskiego. Należy zapamiętać, że tuż przed samą metą może pojawić się jakaś nieprzyjemna niespodzianka, która wszystko rozpieprzy a my staniemy z ustami szeroko rozdziabanymi mrucząc pod nosem „yyyyyyyyyy ale jak?”. Wiem co mówię, taka niespodzianka mnie dopadła całkiem niedawno ale na szczęście dla mnie szybko się zebrałem i wydałem na świat monolog tego typu.

Niestety nie wszystkie problemy są takie same, niektóre są tylko z wierzchu ogromne i straszne a tak naprawdę są błahe, niewinne i do ich przezwyciężenia wystarczy jedna pewna decyzja, jedno zdecydowanie się i jeśli masz mieć problem w swoim życiu to niech on będzie taki. Te drugie, które mają dla nas niekiedy katastrofalne skutki wymagają cierpliwości, wytrwałości i szybkich działań, nie ma co się ociągać bo przez to problem urośnie w siłę, będzie trudniej, poza tym po co sobie na własne życzenie przedłużać cierpienia?

Najważniejsze to nie poddawać się, stawiać siebie na pierwszym miejscu i nie dopuszczać do siebie myśli, że „jakoś to będzie”, ma być dobrze a nie jakoś. Urodziliśmy się jako najinteligentniejsze istoty na tej planecie więc dlaczego nie mielibyśmy poradzić sobie z problemami?

  • Sławek

    idealnie trafiłeś w moją obecna sytuację.. po przeczytaniu Twojego wpisu myślę czy tą słabością nie jest przypadkiem jakaś nietrafiona miłość tak jak w moim, ale możliwe że tak to odebrałem przez pryzmat mojego problemu. Trzeba skupić się na sobie i nie upadać zbyt nisko odurzając się albo zaszywając gdzieś w domu. czas robi swoje a na razie powinno się znaleźć jakieś alternatywy i rozwijać się a nie zastygnąć w miejscu, albo w przeszłości. pozdrawiam!

    • Kwiatek

      Zgodzę się, że zamieranie w miejscu wyniszcza, czasem nawet bardziej niż problem, który do tego pcha.

  • Powiem ci, że człowiek to same problemy, ale takie jest życie i trzeba iść do przodu. Nikt za nas nie przeżyje życia, a czas płynie nieubłaganie. Aż w końcu człowiek budzi się ma 80 lat i zastanawia się dlaczego był tak głupi i nie cieszył się z życia .

    • Kwiatek

      aż prosi się o cytat z Dnia Świra:

      Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

  • Hola, hola,
    najpierw rozpoznanie. Mówiąc problem nic nie mówimy. Nazwijmy rzecz, sytuację. Określmy o co chodzi.
    Drugi etap to przygotować plan działania.
    Trzeci to wprowadzić w życie.
    Jak nie zadziała to wracamy do punktu dwa (przy założeniu poprawnej identyfikacji.
    A największym wrogiem do pokonania zawsze jesteśmy sami my przed sobą.

  • Anna Maria

    A czytałeś kiedyś bloga Ekaton.tv ? Jest tam bardzo wiele ciekawych artykułów i gdybyście może jakoś pisali razem to byłabym bardzo ucieszona :)

    • Kwiatek

      Nigdy nie czytałem tego bloga, pisali razem?