Kikuty

Dlaczego w stolicy jest dupa?

Written by Adrian Kwiatkowski

Dzisiaj jest 11 listopada, Dzień Niepodległości, bardzo ważne święto dla każdego Polaka, przynajmniej w teorii bo w praktyce bywa różnie. Tak czy siak każde miasto próbuje jakoś świętować, pochody, msze, spotkania integracyjne, wszystkie świętują a Warszawa sieje wiochę.

Dzień się nie skończył a w stolicy zdążyli rzucać kamieniami, podpalić tęczę na placu Zbawiciela, czyli jak co roku stały punkt programy, przepychanki, mordobicie i wyzwiska na lewo i prawo. Tylko dlaczego najwięcej takich nieprzyjemnych rzeczy obserwujemy w Warszawie a nie np w Łodzi czy Poznaniu? Nie zastanawialiście się nad tym?

Odpowiedź jest bardzo prosta, przywilejem i jednocześnie nieszczęściem stolic jest to, że wszystkie mentalne czereśniaki uderzają tam drzwiami i oknami, wiecie ten lepszy status, ta szansa na wybicie się, te nadzieje, które często kończą się mocnym zderzeniem ze ścianą, frustracjami które prowadzą do takich a nie innych wybryków. Jasne, do innych miast też ludzie zjeżdżają ale do Warszawy przyjeżdża 2x tyle osób, 2x tyle kretynów, którym coś się wydaje. Cała ta hołota doprowadziła do tego, że o 16:42 ratusz miasta odciął się od całej imprezy, rozwiązał marsz, który i tak jest kontynuowany.

Spójrzmy za ocean

A jak to się robi za oceanem? Nie widziałem, znam to z opowieści, z mediów ale obraz jest dość jednolity. Amerykanów, których zazwyczaj nazywam hamerykanami przepełnia duma, duma bycia mieszkańcem swojego Państwa, od małego mają wbijane do łba, że kraj ma być równie ważny jak własna matka. Nikt nie waży się splugawić amerykańskiej flagi, gdzie ostatnio u nas w kraju były takie przypadki. My jesteśmy za głupi, za tępi by docenić wolność, nie potrafimy walczyć o swoje, potrafimy pieprzyć za plecami, kłócić się między sobą, nasze święto narodowe jest tylko kolejną okazją do sprzeczki. Cóż za oceanem wygląda to lepiej, wygląda to tak jak powinno wyglądać.

  • Fragment o czereśniakach jest dużym uproszczeniem. Znam osoby będące warszawiakami z dziada pradziada, a zachowujące się jak dzicz z Piździchowa koło Ruchodupek. Problem nie w tym skąd ktoś jest tylko jak został wychowany. A „miastowe” wychowanie nie sprawie, że jest się lepszym od „wsioka” :/

    • Pisząc czereśniak nie miałem na myśli kogoś pochodzącego ze wsi, to nie ma nic wspólnego z tym pojęciem. Czereśniak według mojego rozumowania to jakiś półdebil, tak jak napisałeś zachowujący się jakby został wypuszczony z zoo.

      • Zinterpretowałem to inaczej, ale najważniejsze że sens się nie zmienia. Długo w tym kraju nie będzie dobrze pod tym względem.